8.04.2014

Rozdział 20

Właśnie zapinałam gotową do lotu walizkę kiedy usłyszałam płacz to musi być Zuzia. Kamil spoczywał w nosidełku na moim brzuchu i jak to młody gatunek ssaka ssał mleko z piersi.
- Max! Przewiń Zuzie!- Zawołałam. Odkąd zgodziłam się z nimi jechać Max zaproponował mi swoją pomoc. Po chwili zobaczyłam jak Max biegnie do pokoju moich małych diabłów.
- Jezu! Coś ty im dała na śniadanie?!- Oburzył się patrząc w pieluszkę.
- To nie jest dzieło Van Gogha żeby się w to gapić!- Upomniałam go- Przewijaj ją i jedziemy!
Dziś panowała dość nerwowa atmosfera. Podejrzewam że to przez dzisiejszy lot do Londka. Chłopacy wczoraj wynajęli mi mieszkkanie niedaleko nich i zabukowali bilet lotniczy pierwszej klasy. Onie mieli jechać drugą ,bo Jay miał nie widzieć dzieciaków. Ostatnio Kamilowi zaczęły rosnąć już włoski. Miał je po mnie. Czarne jak smoła. Co prawda teraz jestem ruda ,ale naturalnie włosy mam czarne. Jednak nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Przez poranną kolkę Kamila prawie spóźniliśmy się na samolot. Jednak zdążyliśmy. Nie wiem czy się cieszyć czy płakać. Z Jayem może przecież niewypalić. Jeśli się zaćpa to się nigdy w życiu nie pozbieram. To wtedy byłaby moja wina. Jeszcze do tego w tej pierwszej klasie były same snoby które oburzały się gdy Zuzia lub Kamil płakali. Jakby żadne z nich dziecka na oczy nie widziało. Gdy wysiedliśmy z samolotu byłam megatycznie zdenerwowana co zauważył Max. Reszta chłopców odjechała z Jayem do mieszkania ,a on został i mnie odwiuzł do mieszkania. Od kilku dni mówię na niego per ,Goryl' ,bo zachwuje się jak jakiś ochroniaż. Szliśmy ulicami Londynu co chwila napadani przez chordy fanem Maxa.
- Zawsze tak masz?- Spytałam tuląc do piersi płaczącą Zuzie.
- Ostatnimi czasy często- Przyznał zakładając na głowę okulary przeciwsłoneczne. Słońce grzało dziś niemiłosiernie ,ale cóż się dziwić. W końcu Lipoec.
- Musi być słabo...- Szepnęłam bardziej do siebie niż do niego.
- Czasem tak ,ale my kochamy swoich fanów- Oowiedział. Nawet nie zorientowałam się że powiedziałam to głośno.
- Z przewagą na fanki?- Dałam mu sójkę w bok. Wszystkie napadające nas fanki były równie zdziwione tym że nie dość że wielki Max George przechadza się z jakąś dziewczyną
to jeszcze z dwójką dzieci.
- Nie boisz się że cię obsmarują w prasie w związku ze mną i dzieciakami?- Spytałam. Nadal nie mogłam się przyzwyczaić do tego że The Wanted stali się domeną wśród boybandów.
- Nawet jak to za tydzień zapomną- Odpowiedział ,a ja zrobiłam głupią minę. Jak można zapomnieć że twój idol może mieć dwójkę dzieci?- Plotki na nasz temat roznoszą się jak świerze bułeczki. Był już nawet że Siva jest gejem.
- A co? Dalej nie chce się spotykać z dziewcznami?- Dopytywałam się. Było mi wstyd że od razu nie przypomniało mi się o Sivie.
- Nie. Trochę mu przeszło ,ale nadal twierdzi że nie potrzebna mu dziewczyna- Odparł Max.
- Może mowi prawdę i nie potrzebuje dziewczyny?- Olśniłam przyjaciela.
- Uwierz mi że jakbyś widziała jego skarpety od razu zmieniłabyś zdanie- Zironizował Maximo jak nazywali go Nate i Tom. Nawet nie zauważyliśmy jak dotarlliśmy do mojego nowego mieszkania. Było małe ,ale przytulne. Starczy miejsca i dla mnie i dla dzieciaków. Po długim rozpakowywaniu w którym pomógł mi Max zaproponowałam mu żeby został na kawę.
- Co ty, nie mogę. Późno już- Powiedział Max.
- Szkoda- Zasmuciłam się.
- Ale mam ci do przekazania żebyś na jutro rano przygotowała się na wypad na plażę z nami- Poinformował mnie.
- Co? A gdzie ty tu masz plażę?- Zapytałam zdziwiona.
- Nad jezioro za Londynem- Powiedział Max popukując się w czoło.
- A co z dziećmi?- Spytałam.
- O dziewiątej przyjdzie niania- Odpowiedział i wyszedł na odchodne rzucając tylko ,cześć'. Zostałam sama w nowym mieszkaniu. Jakimś cudem udało mi się uić moje oba diabełki dzięki czemu w domu w końcu było cicho.  Zaparzyłam sobie mocnej kawy pewna tego że moje kochane dzieciaczki zaczną płakać w środku nocy. Jak zawsze. Nieprzespane nocki miałam już w już w zwyczaju. Usiadłam na miękkiej kanapie naprzeciwko sporej plazmówki i włączyłam jakiś film. Po kilku minutach doszłam jednak do wniosku że nie był dobry pomysł. Na jednym kanale leciało ,To tylko miłość' na drugim ,Warto kochać' ,a na trzecim , Miłość jest wszędzie'. Jakoś nie miałam ochoty sprawdzać dalej. Na szcęście biblioteczka była wyposarzona w ciekawe książki. Sięgnęłam poierwszą lepszą pt , Miasto kości' i zaczęłam czytać. Z książką w ręku i przekonaniem że jutrzejszy dzień będzie naprawdę dobrym dniem zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------
 Sorki że krótko ,ale tak wyszło.
Chcę poinformować nielicznych którym podoba się ten blog że mam zamiar zrobić jeszcze góra pięć lub cztery rozdziały i epilog.
Całuski Ellcia :*

3.04.2014

Rozdział 19

Chciało mi się płakać kiedy patrzyłam w jego kiedyś piękne oczy.
- Klaudia?- Powiedział tak słabym i zdziwionym głosem jakby bał się że jestem wytworem jego wyobraźni i zaraz się ropłynę. Zaczynałam żałować decyzji podjętej dziewięć miesięcy temu. Myślałam że nie jestem dla niego aż tak ważna i że się pozbiera. Myliłam się.
- To naprawde ty?- Zapytał jeszcze ciszej. Łzy zaczęły napływać mi do oczu ,ale obiecałam sobie że się nie rozbeczę. Powoli podeszłam i usiadłam obok Jaya. Nieśmiało pogłaskałam jego policzek.
- Ile ty mi się razy śniłaś...- Powiedział i po jego policzku spłynęła samotna łza. Przytuliłam go i też cichutko zaszlochałam. Pomimo marnej powłoki uścisk Jaya był ciągle taki sam. Ciepły i bezpieczny.
- Przepraszam- Powiedziałam odklejając się od Jaya i patrząc się mu w oczy.
- To ja przepraszam- Odrzekł słabym głosem- Zawiodłem ciebie i......- Wyglądał jakby dostał olśnienia- Gdzie twój brzuch?! Usunęłaś?!- Zaczął panikować mocniejszym ,ale dalej słabym głosem.
- Nie- Odpowiedziałam- Już jesteś ojcem- Chłopak dostał coś na wzór szoku tylko że nie wyglądało to tako końca z powodu strasznie zmizerowaniej i chudej twarzy.
- C...Co?- Zapytał niepewnie zerkając na mój brzuch- Chłopiec czy dziewczynka?- Spytał.
- I to i to- Odpowiedziałam.
- Obojniak?!- Zdziwił się. Musiałam przyznać że te narko jednak rzeczywiście zaczęły dawać się mózgowi Jaya we znaki.
- Nie, bliźniaki- Odpowiedziałam. Na twarz Kędziorka zagościł nikły uśmiech. Po chwili znikł przykryty niewyobrażalnym cierpieniem.
- Pomóż mi- To brzmiało bardziej jak wycie o pomoc zranionego zwierzęcia. Cierpiałam niewyobrażalnie razem z Jayem. To był jeszcze gorsze niż poród ,a myślałam że nie będzie czegoś gorszego.
- Pomogę- Powiedziałam i przytuliłam się do Jaya.

- On nie pójdzie na odwyk!- Wykłucałam się z Sivą i Tomem którzy twierdzili że Jaya trzeba wysłać na odwyk- On chce żebyśmy to my mu pomogli!
- Ale my nie jesteśmy w stanie- Siva uderzył ręką w stół przez co rozlał na niego i na restauracyjną podłogę tequile.
- Ale teraz jestem ja i dzieciaki! Ma dla kogo skończyć! Postawiłam mu ultimatum że zobaczy dzieci dopiero gdy będzie w pełni czysty- Poinformowałam wszystkich. Dopiero teraz zauważyłam że w konwersacji biorą udział tylko ja i Seev z Tomem ,a reszta popijała w spokoju drinki.
- Według mnie powinniśmy dać Jayowi szansę by rzucił z naszą pomocą ,a jeśli się nie uda to wyślemy go na odwyk- Zaproponował Max.
- Ale to nie jest gra komputerowa! Jay nie ma dziesięciu żyć. A z heroiną nie można pogrywać- Odparował Tom.
- Koniec tego!- Wrzasęłam - Będzie tak jak ja chcę! Jay mnie poprosił o pomoc i to ja jestem matką jego dzieci!- Zarządziłam. Siva i Tom usiedli na krzesłach jak naburmuszone dzieci.
- Ale zostaje jeszcze jedna sprawa- Odezwała się Roksi.
- Mianowicie?- Zapytał nadal niezbyt dobrze czujący się w moim towarzystwie Nathan.
- To że my zostajemy tylko na tydzień ,a bez Klaudii to nie wypali- Odpowiedziała moja przyjaciółka.
- To niech wróci z namk do Londynu. W końcu to był ostatni koncert ,bo te w Rosji i Ukrainie odwołane- Przedstawił swoją propozycję Max.
- Oszaleliście! Mam się teraz przeprowadzać?- Zapytałam zdziwiona.
- Masz własne albo przynajmniej wynajmowane mieszkanie?- Zapytał szybko Max.
- No nie...- Odpowiedziałam. Było mi trochę wstyd.
- A pracę stałą masz?- Dopytywał się. Czułam się jak więzień na przesłuchaniu.
- Nie- Odpowiedziałam.
- No to o czym my w ogóle gadamy?- Spytał Max.
- O tym że powiedziałam Jayowi że nie zobaczy dzieci dopóki się nie oduzależni- Sprzeciwiłam się.
- Co za problem? Wynajmiemy ci osobne mieszkanie i może nawet niańkę wynajmiemy- Rozwiał moje wątpliwości podekscytowany Maximilian. Westchnęłam.
- Niech będzie- Znów przeprowadzę się do tego okropnego Londka.
-------------------------------------------------------------
Sorry że krótko ,ale piszę teraz książkę na której dokończenie wydawnictwo dało mi określony czas.
Całuski Ellcia :*

31.03.2014

Rozdział 18

-...Jay bierze narkotyki- Dokończyła Roksana. Dosłownie chciało mi się krzyczeć. To niemożliwe! Nie on! Na pewno nie mój Jay!
- Jak to?!- Gdyby nie wyczerpanie pewnie bym krzyczała ,a tak wydawałam z siebie tylko dźwięki krzykopodobne.
- Dlatego go przy tobie nie było- Ciągnęła dalej Roksi- Dziś na koncercie, to znaczy jak na każdym koncercie był zaćpany na całego. Śpiewał machinalnie ,ale na pewno nie miał świadomości tego co się dzieje- Opowiedziała mi Roksi.
- Dalczego niek mi wcześniej nie powiedział?- Wyszeptałam.
- Rodziłaś. Poza tym chłopaki nie chcieli cię jeszcze obarczać- W oczach Roksi zauważyłam ból- Garyemu i w ogóle wszystkim chłopakom jest bardzo ciężko. Patrzą jak ich przyjaciel się zatacza i nie mogą nic zrobić- Powiedziała ze łzami w oczach. Wychyliłam soę z łóżka i przytuliłam ją. Zaczęłam szlochać w jej rękaw.
- Ile zostajecie?- Zapytałam.
- Tydzień- Odpowiedziała moja przyjaciółka przez łzy.

Lekarze powiedzieli mi że muszę zostać w szpitalu jeszcze trzy dni. Dziś była ostatnia noc tutaj. Czułam się strasznie ,a zachowywałam się jak trup. Tak samo chłopacy jak i lekarze sądzili że mam po prostu depresję poporodową nieświadomi tego jak wiele dowiedziałam się od Roksi. Chłopacy odwiedzali mnie wiele razy ,ale ja nie mogłam spojrzeć im w oczy. Jak mogli mi nie powiedzieć? Zawsze gdy dla sprawdzenia pytałam się o Jaya wszyscy milkli. Jedynym pocieszeniem były wizyty na oddziale noworodkowym. Tam razem z moimi dziećmi czułam się szczęśliwa. Po długim namyśle zdecydowałam się na chrzcinach dać im na imiona Kamil i Zuzia. Pasowały by do nich. Jednak wizyty u moich dzieci były bardzo ograniczone czasowo co doprowadzało mnie do szału.
Leżałam właśnie na łóżku szpitalnym myśląc o Jay'u. Łzy same napływały mi do oczu. Po chwili do mojej sali wszedł Nathan z dzbankiem wody. Postawił ją na szafce i już chciał wychodzić. Dziwne ,ale jego stosunki ze mną się pogorszyły. Gdy przechodził obok mojego
łóżka złapałam go za nadgarstek. Uznałam że już czas by się przyznać.
- Nathan- Zaczęłam. Chłopak oblał mnie zimnym spojrzeniem- Wiem o Jay'u- Powiedziałam na jednym wdechu. Oczy chłopaka rozszerzyły się.
- Kto ci powiedział?- Zapytał krótko.
- Roksi- Odpowiedziałam bez namysłu.
- Oczywiście! Głupia papla!- Zdenerwował się.
- Przestań tak mówić!- Skarciłam go- Ile chcieliście to przede mną ukrywać?
- Tyle ile było trzeba- Skwitował wrednie.
- Czemu?!- Zaczynałam przestawać panować nad nerwami.
- Powiedzieć ci czemu?!- Wrzasnął- Bo to twoja wina!- Poczułam ukłucie w sercu.
- Jak to moja?- Zapytałam słabym głosem.
- Tak to. Po chamsku uciekłaś od Jaya z jego dziećmi w brzuchu i jeszcze kompletnie zerwałaś z nim jakikolwiek kontakt. W jednej chwili stracił i ciebie i swoich przyszłych potomków! Próbowaliśmy go jakoś pocieszać ,ale z każdym dniem było coraz gorzej. Aż w końcu przyłapaliśmy go ze strzykawką w kiblu!- Wrzasnął jeszcze raz i zaczął oddalać się ku drzwiom- Teraz wiesz wszystko!- Trzasnął drzwiami ,a ja schowałam głowę w poduszkę.
Zaczęłam głośno płakać. Mojej agonii nie byłoby końca gdyby nie głos w głowie który podpowiadał mi jedno. Teraz muszę to wszystko naprawić.

- Jesteś pewna że tego chcesz?- Zapytał Max przed drzwiami do pokoju hotelowego Jaya. Odkąd chłopcy wiedzieli że ja wiem rękami i nogami próbowali odciągać mnie od spotkania z Jayem. Jednak ja byłam nieugięta i uparta jak osioł.Zgodzili się gdy usłyszeli że obwiniam się o jego stan. Oczywiście automatycznie oskarżyli Nathana o taki mój tok myślenia ,bo podobno od dawna tak myślał. Jako że Jay mógłbyć pod wpływem narkotyków postanowiłam zostawić dzieciaki u koleżanki.
- Tak- Odpowiedziałam i popchnęłam drzwi pokoju. Max miał zostać na zewnątrz i jakby coś się działo uspokoić kolege. Weszłam do pokoju i na wielkim hotelowym łóżku zobaczyłam jego. To nie był już ten sam Jay. Przetłuszczohe włosy opadały niechlujnie na twarz spod brudnej czapki. Połatana flanelowa koszula powiewała przez wiatr z otwartego okna. Był strasznie chudy ,a twarz miał strasznie wymizerowaną.
- Cześć Jay- Powiedziałam nieśmiało. Chłopak chyba dopiero teraz mnie zauważył. Spojrzał na mnie pełnymi bólu i zmęczenia niebieskimi tęczówkami. Zebrało mi się na płacz.

28.03.2014

Rozdział 17

9 Miesięcy później....

Szłam właśnie ulicami Warszawy z reklamówką dzicięcych ciuszków w ręce. Termin prorodu zbliżał się nieubłaganie.  Żeby zarobić na utrzymanie pracowałam w barze z którego oczywiście wywalili mnie gdy dowidzieli się że jestem ciężarna. Czyli po trzech miesiącach. Jak się mogłam spodziewać rodzina czuje się zhańbiona i nie chce mnie znać. Mieszkam u starej przyjaciół przedszolanki ,ale wiem że nie mogę jej siedzieć na głowie gdy urodzi się dziecko. Najbardziej jednak ciążyło mi na duszy to że w Londynie zostawiłam kawałek siebie. Najgorsze było jednak to że nawet Roksi nie mogłam powiedzieć gdzie jestem.
Agle wokół jednej za ścian Żoliboskiego domu kultury zobaczyłam grupę zachachanych nastolatek. Podeszłam bliżej. Dzięki bogu że jestem dość wysoka i nie musiałam się wychylać z tym wielkim brzuchem. Nie wieryłam w to co zobaczyłam. Na ogromnym plakacie widniało djęie The Wanted i informację o ich koncercie. Szybko wyciągnęłam notatnik  i zapisałam datę. Konert miał być dziś o 20.00. Miałam zamiar na niego iść. Wiem żenie powinnam ,ale ostatni raz chciałam spojrzeć na Jaya. Miałam plan żeby zaszyć się z boku sali i po prostu podziwiać koncert.

Weszłam do zatłoczonego baru co jakiś czas słysząc koentarze typu , A ta gdzie się z tym brzuchem pcha'. Ciąża z czasem stawała się coraz bardziej uciążliwa. Ustałm obok jednej z potęrznyh kolum w bezpiecznej odległości , ale nie za blisko.po trzydziestu minutach czekaniaw końcu wyszli na scenę witani entuzjastycznymi piskami innych dziewczyn ,a wśród nich On. Z daleka rozponałam jego piękne loczki i tę słodką buźkę. Chyba mnie nie zauważył. Z jednej strony byłam zawiedziona. Nie zauważył mnie. Ale z drugiej strony mi ulżyło. Co by było gdyby mnie zauważył? Wraz z rozpoczęciem pierwszych piosenek dziecko w moim brzuchu zaczęło kopać. Rozpoznało tatę. Nie wiedziałam czy to chłopiec czy dziewczynka. Chciałam żeby była to niespodzianka. Nagle poczułam dziwny ból w brzuchu. Zignorowałam go ,bo przedtem wiele razy zdarzały mi się skurcze.  Jednak po pięciu minutach poczułam to samo tylko że ze zdwojoną siłą. Jęknęłam cicho. Po kilku chwilach ból powtórzył się ze strojoną siłą. Krzyknęłam mimo woli. Chyba wiem co się dzieje. Boże tylko nie tu! Jakiś mężczyzna stojący obok mnie zwrócił uwagę na moje jęki.
- Co pani robi?!- Oburzył się.
- Rodzę- Odpowiedziałam szybko.
- Bardzo śmieszne- Zironizował. Za bardzo mnie bolało bym miała siłę się z niem kłócić. Ból nasili się tak mocno że chcąc nie chcąc przewróciłam się. Złapał mnie ten sam mężczyzna który przed chwilą się mnie czepiał.
- Jezu, Pani nie żartuje!- Panikował.
- Co pan powie! - Wrzasnęłam. Momentalnie na całej sali zapanowała panika. Słychać było krzyki i nawoływania by dzwonić po karetkę lecz ja słyszałam tylko swój własny krzyk. Ból był niewyobrażalny. Niech to się skończy! Myślałam. Niech to ze mnie wyciągną! Po chwili przestałam słyszeć muzykę. Zastanawiałam się czy to przez ból czy może przestali grać? Po chwili dostałam odpowiedź.
- Nathan musimy ją zawieźć do szpitala- Usłyszałam dobrze mi znany głos. Po chwili zamajaczyła przede mną sylwetka nie kogo innego tylko...
- Max co ty tu robisz- Wyjąkałam przez łzy.
- Klaudia? Co? Jak?- Zdziwił się- Nieważne jedziemy, Nate szulaj kluczyków od wozu już!

Do szpitala dojechaliśmy w błyskawicznym tempie choć gdyby (o dziwo) nie logiczne myślenie Toma rozbilibyśmy się na drzewie ,bo Nate stracił panowanie nad kierownica gdy dowiedział się kim jest kobieta rodząca w jego aucie. Wraz z obstawą chłopaków na rękach Maxa dotarła do korytarza.
- Kobieta rodzi! - Wrzasnął w recepcji Max ,a pielegniarka ze stoickim spokojem podała mu wózek na którym mnie posadził i wskazała drogę na porodówkę przy czym zatrzymała resztę chłopaków czyli Nathana, Toma i Sivę w korytarzu pod pretekstem że tylko jedna osoba może iść ze mną do sali.
Natychmiastowo przekierowali mnie do sali w której obok mnie rodziła jeszcze jadna kobieta które też krzyczała jakby obdzierali ją ze skóry. Po kilku godzinach w strasznych bólach w końcu usłyszałam płacz dziecka.
- Widzę główkę- Krzyknął lekarz ,a Max któremu ściskałam ręke przez ten cały czas tak mocno że myślałam że połamałam mu palce, zemdlał.Poczułam jak lekarz wyciąga ze mnie dziecko.
- To chłopczyk- Powiedział ,ale o dziwo nadal mnie bolało- Bliźniaki- Powiedział Oddając mojego syna pielęgniarce i wyciągając ze mnie drugie dziecko. Tak mnie bolało że nie miaałm nawet siły panikować.
- Dziewczynka- Powiedział i razem z pielęgniarką położyli po obu stronach mojej poduszki moje nowonarodzone dzieci. Takie piękne. pomyślałam. Emilka i Janek. Opadłam na poduszkę i zasnęłam momentalnie. Poród bywa wyczerpójący.

Po kilku godzinach obudziłam się i pierwsze co spostrzegłam to uśmiechnię tą twarz....
- Roksi?- Zdziwiłam się.
- Klaudia!- Ucieszyła się moja przyjaciółka.
- Gdzie moje dzieci?- Spytałam szybko.
- W inkubatorach, nie bój się- Uspokoiła mnie- Są śliczne.
- Dzięki- Odpowiedziałam i przypomniałam sobie och twarzyczki.Gdyby nie to że dalej byłam strasznie wyczerpana to już chciałabym je zobaczyć.o chwili coś sobie uśmiadomiłam. Spochmurniałam momentalnie.
- Co się stało?- Zapytała Roksi zauważając moją zmianę nastroju.
- Czemu z chłopakam nie było Jaya?- Spytałam chamując łzy.
- Bo widzisz....Odkąd uciekłaś mamy z Jayem spory problem- Zaczęła Roksi.
- Jaki problem- Dopytywałam się. Chodziło w końcu o ojca moich dzieci.
- Widzisz Klaudia, Jay..........

27.03.2014

Ważne info

Wczoraj założyłam noho bloga.
Nie bójcie się. Nie przestanę pisać tego ,ale chciałam dać info żebyście wiedzieli.
Tu macie adres:
http://magiczna-wyspa.blogspot.com/
Blog opisuję historię grupy nastolatków z czempiońskiej grupy snowboardowej którzy lecą na mistrzostwa w Himalaje.  Jednak przez nieszczęśliwy wypadek ich samolot gubi się i rozbija na tajemniczej wyspie.
Ze wszystkixh pasażerów przeżywa tylko dziesiątka nastolatków którzy od rozbicia na wyspie przeżywają ciąg dziwny zdarzeń i poznają coraz to nowe tajemnice wyspy. A może ich wypadek nie był tylko przypadkiem?
Strony graficznej jeszcze nie ma ,ale obiecuję dodać ją w najbliższym czasie.
Zachęcam do komentowania.
Ellcia:*

25.03.2014

Rozdział 16

Ta sytuacja jeszcze bardziej mnie zszokowała. To niemożliwe. Mój Jay miał wyjechać aż na rok! Wzięłam dwa głębikie wdechy ,bo przecież kobiety w ciąży nie mogą się denerwować. Postanowiłam wszystko solidnie przemyśleć. Jay dostał szansę swojego życia. Nie mogę mu jej odbierać. To byłoby samolubne z mojej strony. Już otwierałam usta by się zgodzić kiedy usłyszałam głos mojego chłopaka.
- Nie ma takiej opcji- Powiedział.
-Owszem jest- Przebiłam chłopaka.
- Nie!- Wrzasnął poddenerwowany Jay.
- Jay nie możesz odbierać nam tej szansy. Drugiej nie dostaniemy!- Poparł mnie Nathan.
- Nate powinieneś zrozumieć Jaya. On będzie ojcem ,a jeśli pojedzie w tą trasę to nie będzie go nawet przy narodzinach dziecka- Postawiła się za. Jayem Alyshia.
- Ale nie wypuszczą nas w trasę bez niego- Wysunął argument Tom.
- Tom ma racje. Nie mogę wam obierać szansy- Odpowiedziałam po czym spojrzałam na Jaya i położyłam ręce na brzuchu- Poradzimy sobie.
- Nie- Odpowiedział bez ogródek- Jakim będę ojcem skoro nie będzie mnie przy narodzinach i pierwszych miesiącach życia mojego dziecka.
- Porozmawiajmy w cztery oczy- Zaproponowałam.
- Dobrze- Zgodził się Kędziorek po czym wskazał reszcie by wyszli. Tak też zrobili. Zostaliśmy sami w pokoju.
- Jay ja...- Zaczęłam-....My- Poklepałam się po brzuchu- Damy soie radę-
- Nie ,Klaudia- Powiedział- Tak nie może być- Przyłożył rękę do mojego brzucha.
- Ja już podjęłam decyzję- Powiedziałam.
- Nie pozwalam. Zastanów się nad tym.

Po długich namowach Jaya zdecydowałam się pójść mu na ugodę i zastanowić się nad moją decyzją. Tylko nad czym tu się zastanawiać? Myślałam leżąc na łózku w swoim akademickim pokoju. Leżałam i zastanawaiłam się co dalej robić. Tak naprawdę nie miałam zamiaru zmieniać zdania. Nie mogę odbierać im kluza do spełnienia marzeń. Ale dobze było prynajmniej z tego powodu że nie było ani Alyshii ani Roksi. Poszły na jakąś imprezę. W normalnych warunkach poszłabym z nimi ,ale to nie były zwykłe warunki. Po długim namyśle podjęłam istateczną decyzję. Wymagała ona co prawda dużo mojego płaczu ,ale nie mam innego wyboru. Wyciągnęłam kartkę i długopis i zaczęłam pisać.

Drogi Jayu!
Przepraszam że robię to w ten sposób ,ale nie miałabym siły spojrzeć ci w oczy.
Ten list to pożegnanie.  

Pojedyńcza łza skapnęła na świerzo napisane słowa.Pisałam dalej.

Żegnam się z Tobą ,bo doszłam do wniosku że nie mpgę odbierać  ci takiej szansy.
Przepraszma cię ,ale musisz się pogodzić z faktem że możesz już nigdy mnie nie zobaczyć.
To raczej pewny fakt.
Spróbuj o mnie zapomnieć.Tak jakby nigdy mni nie było.
Żegnaj Jay.

Łzy skapywały mi ciurkiem po twarzy. Resztkami sił wstałam i zaczęłam się pakować najszybciej jak się da by nikt nie zauważył mojej ucieczki. żegnaj Anglio, żegnaj Londynie, Żegnaj Jay.

Czułam się jak trup. Gdyby nie dziecko w moim brzuchu zastanawiałabym się czy moje życie ma jakiś sens. Straciłam wszystko chłopaka, koleżanki i.... Szczęście. Właśnie przekroczyłam granicę Warszawy.

23.03.2014

Rozdział 15

- Panie doktorze ,ale to niemożliwe- Zaczęłam kładąc dłoń na czole- Ja..ja nie mogę być w ciąży-
- Ale Pani jest- Potwierdził moje najgorsze przeczucia- Może Pani już wrócić do domu- Powiedział i wyszedł z sali. Zostawił mnie, Jaya i nasze nienarodzone dziecko samych w sali. Spojrzałam przeciągle na Jaya. Wgapialiśmy się w siebie bez słowa w kilka minut.
- Boże... Ty jesteś w ciąży- Powiedział w końcu z tępym wzrokiem.
- Serio?- Zironizowałam.
- Ale...ale przecież ty się zabezpieczałaś. Brałaś przecież tabletki- Doszukiwał się faktów.
- Tak, brałam ,ale na opakowaniu napisane było że działa w 97%. Widać zmieściłam się w tych 3%- Powiedziałam słabym głosem. Cały czas nie mogłam uwierzyć że nosze pod sercem dziecko Jaya.  Sama nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Z jednaj strony zawsze chciałam być matką ,ale na pewno nie w wieku dziewiętnastu lat. Z drugiej strony zastanawiałam się jakie tortury wymyśla dla mnie rodzice jak sie dowiedzą. W najlepszym wypadku mnie oskalpują. Dlaczego? Bo moi rodzice to typowi ludzie z sąsiedztwa. Wiecie, Co ludzie powiedzą? Jestem skończona.
- Przecież ty nie możesz być w ciąży. Akurat kiedy zaczęło mi się układać- Zaklął Jay. Dotknęły mnie te słowa.
- Co chcesz się pozbyć dziecka?! Jak chcesz wiedzieć to sama sobie go nie zrobiłam!- Wrzasnęłam i wyszłam z sali. W korytarzu przy wyjściu usłyszałam za sobą czyjeś kroki.
- Klaudia ,poczekaj! Przepraszam-Jay zrównał się ze mną- Po prostu to dla mnie za dużo. Boję się że nie dam sobie rady- Przyznał ,a ja momentalnie stanęłam. Rzuciłam się Jayowi na szyję i zaczęłam obficie płakać.
- Cii...Cii.. Jakoś to będzie- Pocieszał mnie chłopak głaszcząc po włosach- Damy radę- Zapewnił mnie- Po kilku minutach odkleiłam się od niego.
- Sądzisz że powinniśmy powiedzieć reszcie?- Zapytałam.
- Chyba lepiej żeby wiedzieli- Skwitował Jay.
- To czeka nas długa rozmowa- Westchnęłam.

 Weszliśmy do mieszkania TW. Odkąd trafiłam do szpitala Roksi i Alyshia próbowały dostać się do mnie na salę ,ale gdy się nie udało czekały na jakieś wiadomości w mieszkaniu chłopaków. Podobno Roksi prawie osiwiała ze stresu. Weszliśmy powoli do pokoju. Przed wejściem do pokoju ustaliliśmy. Żadnych pochopnych ruchów.
- No jesteście już! No i co się stało?- Zapytała Roksi wstając z kanapy.
- Powoli- Zaczęłam- Roksi usiądź. Najlepiej wszyscy usiądźcie- Zrobili to o co prosiłam.
- No więc co jest?- Dopytywał się Max.
- Jestem w ciąży- Powiedziałam na wdechu. Wtedy nastała ta niezręczna cisza. Trwała może dwie minuty ,ale dla mnie była jak wieczność.
- Jak to?- Zapytał Tom.
- A co nie wiesz skąd się dzieci biorą?- Odpowiedział pytaniem na pytanie Jay.
- Jak mogliscie być tak nieodpowiedzialni! Nie wiecie że trzeba się zabezpieczać?!- Naskoczyła na nas Roksi.
- Zabezpieczaliśmy się ,ale tabletki czasem nawalają- Odpowiedziałam speszona. Tego jeszcze nie było! Roksi uczy mnie postępowania płciowego!
- Nie wiecie że są też inne, bezpieczniejsze środki antykoncepcyjne!?- Zapytała.
- Roksi daj spokój- Uspokajał ją Gary- To nam komplikuje wszystko.
- Niby co?- Zapytał Jay.
- Dziś rano zaproponowano nam trasę koncertową Glad you came wraz z innymi waszymi piosenkami. Miała trwać rok- Odpowiedział.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorry że wczoraj notki nie było ,ale teraz będą dodawane rzadziej.
Po pierwsze, dlatego że nie mam czasu pisać codziennie.
Po drugie ,bo gdy wpisy są dodawane codziennie to wtedy jest głupio.
Po trzecie,  wczoraj założyłam nowego bloga.
Jeśli kogoś to interesuje to jest to blog o tematyce The Originals i Pamiętniki Wampirów.
Tu daje link: 
http://klaus-mikaelson-opowiadanie.blogspot.com/
Całuski, Ella!

21.03.2014

Rozdział 14

Westchnęłam odkładając ostatniego ciucha do szafy. Znów ten nudny Londyn i te nudne lekcję. Co prawda na Malediwach cudownie się nie działo ,ale przynajmniej było ciepło i słonecznie. W Londynie prawie codziennie jest pochmurno ,a jak nie jest pochmurno to akurat pada deszcz ,albo jest mgła.
Dziś mieliśmy ziścić nasz plan tyczący się Sivy. To jest najbardziej kretyński plan o jakim słyszałam i ja oraz Jay na wszelkie sposoby chciałyśmy by dali sobie z tym spokój ,ale Max i Roksi się uparli.  Oboju na ,to jest mnie i Jayowi wydaje się że to przyniesie odwrotne skutki. Seev się obrazi i tyle. Jaki był plan? Otóż jak zawsze genialni Roksi i Max wymyślili że Seeva trzeba zapoznać z jakąś dziewczyną. Ale jako że wiedzą że Seev nie da się namówić na żadną randkę postanowili że poznają go z koleżanką Max'a Ruth przypadkowo. Ale od czego jestem ja. Mam już plan awaryjny ,bo po prostu wiem że Siva nie może spotkać tej dziewczyny. To jakaś pusta lafirynda. Tipsiara i solara do tego. Masakra. Dziś zapisałam się na boks w pobliskiej sali sportowej. W Polsce uczęszczałam na boks już od dwunastego roku życia więc to już siedem lat. i osiemnaście ciężko stoczonych walk w tym dziesięć wygranych. Nie mogłam się już doczekać.  Tak długo nie boksowałam że zaczęło mi tego brakować. Może i dziwne że dziewczyna ćwiczy boks ,ale dla mnie to zupełnie naturalne. Co prawda nie jestem jakąś tam chłopczycą ,ale ten sport uwielbiam. Dzisiaj lekcją mnie ominęły ,ale mam dziś pierwszy trening. Ale koło popołudnia doszłam do wniosku że jeśli chcą to niech robią z Seevem co chcą ja się nie mieszam tylko żeby mnie w to nie wrabiali.
Szłam własnie na trening. Była strasznie nabuzowana i nie wiem czemu. Od jakiegoś czasu byłam bardzo nerwowa i nie wiem dlaczego. Machnęłam na to ręką i szłam dalej. Gdy doszłam szybko przebrałam się w spodenki i specjalną bluzkę która właściwie bardziej przypominała stanik ,ale jak mus to mus. Trener dużo się nie liczył. Każdy dostał worek i miał na nim ćwiczyć żeby było przyjemniej pościli nam muzyczkę ,ale dla mnie i tak było przyjemnie. Ale nie wszystko szło po mojej myśli. Oprócz mnie na treningu nie było żadnej dziewczyny. Sami chłopacy. I to nie byle jacy. Rośli chłopi którzy gapili się na mnie jakbym była z innej planety tylko z powodu płci. Naprawdę było bardzo fajnie. Do czasu. Przy połowie treningu strasznie zaczął boleć mnie brzuch ,a później musiałam gnać do łazienki żeby zwymiotować. Zastanawiałam się co się ze mną dzieje? Chodzę cały dzień nerwowa i jeszcze rzygam nie wiadomo z jakiego powodu. Trener oczywiście po tej wpadce wysłał mnie do domu choć zapewniałam go że to się nie powtórzy. Właściwie to sama nie wiedziałam czy się powtórzy.  Wróciłam do domu o siódmej wieczorem i o dziwo wzięłam tylko prysznic i poszłam spać. Sama nie wiedząc czemu.

Wstałam o szóstej rano obudzona przez jakiś okropny zapach. Powoli wstałam z łóżka i zaczęłam szukać miejsca z którego wydobywał się smród. O dziwo doszłam do wniosku że czuję go zewsząd. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę z masłem orzechowym i zagryzłam ją ogórkiem. Chwila, zagryzłam ogórkiem? Przecież ja nie znoszę ogórków. To wszystko było jakieś dziwne. Nie miałam jednak czasu się nad tym zastanawiać. Z pokoju Roksi usłyszałam krzyk.
- Jak wy w ogóle mogłyście coś takiego zrobić?!- Wrzeszczał Seev w pokoju. Wyglądało na to że kłócił się z Alyshią i Roksi. Chyba nawet nie zauważyli że weszłam do pokoju.
- Chciałyśmy tylko pomóc- Usprawiedliwiała się Alyshia.
- Po własnej siostrze bym się tego nie spodziewał!- Wrzeszczał dalej.
- Ej, ludzie uspokójcie się!- Wrzasnęłam.
- Zamknij się Klaudia- Krzyknęli chórem Seev, Roksi i Alyshia.
I wtedy to się stało. Obraz przed oczami zaczął mi się rozmywać. Chwilę później widziałam już tylko czerń. Zemdlałam.

Obudziłam się na jakimś wyjątkowo niewygodnym łóżku. Obok mnie siedział z grobową miną Jay. Dopiero teraz zrozumiałam gdzie jestem. Jestem w szpitalu.
- Co-co się stało?- Zapytałam przecierając oczy.
- Sam nie wiem- Odpowiedział Kędziorek-Lekarze nie chcą mi nic powiedzieć. Wiem tylko że zemdlałaś- Powiedział ,a po chwili drzwi sali otworzyły się i do sali wszedł starszy doktor z pomarszczoną twarzą.
- Penie doktorze co mi jest?- Zapytałam zanim cokolwiek powiedział- To coś poważnego?- Dopytywałam się.
- Nie, to nic poważnego- Odpowiedział spokojnie.
- To co mi jest?- Drążyłam temat.
- To naprawdę nic poważnego. Po prostu jest Pani w ciąży- Powiedział.
Doznałam szoku...

20.03.2014

Rozdział 13

Wpadłam do domu jak z procy. Nie wiedziałam co się dzieje z Sivą ,a Jay tak szybko się rozłączył że niczego konkretnego się nie dowiedziałam. W czasie drogi powrotnej wyrzuciłam z umysłu opcję raka mózgu, uzależnienia od psychotropów lub narkotyków lub śmierć brata. Jakoś mi nie pasowały do sytuacji.
- Co jest?- Zapytałam dobitnie rozczesując poplątane włosy palcami.
- Dobra, powiem prosto z mostu- Zaczęła Alyshia- Siva rzucił dziewczynę- Powiedziała na jednym wdech ,a ja zrobiłam zdezorientowaną minę.
- On rzucił dziewczynę i dlatego jest cały dzień zły jak osa?- Zapytałam. Skoro on rzucił dziewczynę ,a nie ona jego to w czym problem?
- Bo to nie było takie zwykłe rzucenie. Siva wczoraj dowiedział się że odkąd jest tutaj Lucy ,czyli jego dziewczyna zdążyła przespać się z prawie całą męską ekipą naszego akademika- Odpowiedziała Alyshia.
- O boże- Jęknęłam. Biedny Seev. Zasługuje na kogoś lepszego. Dlaczego zawsze najlepsi ludzie dostają najbardziej w cztery litery?
- Co teraz?- Zapytałam z pustką w głowie.
- Nie mam pojęcia- Przyznał Max- Od rana nie wychodzi z pokoju chyba go to mocno załamało. W końcu chciał się zaręczyć Lucy w najbliższym czasie.
- Kurwa!- Wrzasnęła po Polsku Roksi tak by nikt oprócz mnie nie zrozumiał że klnie.
- A ty młody co się nie odzywasz? Podobno z ciebie taki łamacz serc- Zarzucił Nathanowi Jay. Nathan na chwilę oderwał nos od komórki.
- Czego ty ode mnie znowu chcesz?!- Wrzasnął.
- Twój poniekąd przyjaciel przeżywa załamanie ,a ty w komórce siedzisz! Czyżby nowa dziunia?!- Wrzasnął mój chłopak ,a ja starałam się go uspokoić.
- Jak chcesz wiedzieć to moja babcia jest w szpitalu kretynie!- Wrzasnął Nate i wyszedł z pokoju.
- Pięknie Jay. Chcesz nam cały zespół do końca rozwalić?!- Zarzucał Max. Jay już otwierał oczy żeby odpyskować Max'owi.
- Ej, ej chłopaki spokój! To że Sivie wali się życie oznacza że musimy spiąć dupy i mu pomóc ,a nie się kłócić- Powiedziała Roksi. Zawsze była dobrym mówcą. Załagadzała wszystkie kłótnie w akademiku.
- Roksi ma rację- Do Roksi dołączył Gary- Nie powinniśmy się kłócić w tej sytuacji. Póki co pomyślmy co zrobić ,a jak ktoś będzie miał jakiś pomysł to niech mówi- Rozkazał Gary ,a później wskazał palcem na Jaya- A ty idź do młodego i go przeproś!
- Nie ma mowy!- Odmówił Jay. Westchnęłam. Ach, ta męska duma. Uśmiechnęłam się. Każdy zalotny uśmieszek ją zniszczy.
- Jay, proszę zrób to- Zatrzepotałam rzęsami patrząc mu w oczy.
- Oj, no dobra- Powiedział i poszedł do pokoju Nathana.

Resztę dnia spędziłam w pokoju rozwiązując krzyżówki i rozmyślając nad sytuacją z Sivą. Szlag by trafił że akurat w ostanie dwa dni naszego pobytu na Malediwach zaczął padać deszcz. Razem z dziewczynami przerobiłysmy już dla Sivy opcję przyjęcia niespodzianki ,ale uznałyśmy że to bezsensowne ,bo to by mu raczej nie polepszyło humoru. Myślałyśmy też nad zabraniem Sivy na zakupy ,ale później przypomniałyśmy sobie że u mężczyzn to tak nie działa. Po jeszcze kilkunastu głupich propozycjach każda z nas zajęła się swoimi sprawami. Postanowiłyśmy że to przecież męska sprawa wiec niech chłopaki wysilą mózgownice. Ja nie mając co robić przykleiłam się na kilka dobrych godzin do krzyżówek. Alyshia czatowała na jakichś forach ,a Roksi słuchała muzyki i składała bity. Dzisiejszy dzień spędziłam bez Jaya. Musiał jechać z chłopakami do reżysera ,Glad you came' i załatwić ostatnie formalności. Seev oczywiście nie pojechał. Od wczoraj Go nie widziałam. Biedak naprawdę ma doła. Naprawdę nie wiem co dalej robić. Póki co idę spać.

- Spakowałaś się już?- Zapytał Jay.
- Poczekaj muszę jeszcze wepchnąć prostownicę- Odpowiedziałam.
- Ej ,ludzie gdzie moje skarpetki?- Wołał Nathan po całym domu.
- Kto widział moje mini Playstation?- Dopytywał się Tom.
- Komóra mi padła ma ktoś ładowarkę do nokii?- Pytała wszystkich Roksi.
W domu był taki rozgardiasz że nie dało się nie umrzeć ze śmiechu jak się na nas patrzyło. A to wszystko dlatego że dziś wracamy do Londynu. Seev dalej jest w dołku ,ale mamy już na niego pomysł.