17.04.2014

Epilog

2 miesiące później...

Własnie wchodziliśmy z Jayem do sali w której miało się odbyć wesele Ryana i Jen. Zabawa na sali trwała już na całego. Trochę spóźniliśmy się na wesele ,bo musieliśmy poinstruować telefonicznie Maxa co robi się z dzieckiem gdy dostaje kolki. Od jakiegoś czasu Max czuje się notorycznie samotny przez co zajmuje się naszymi dziećmi co nam nie przeszkadza ,bo mamy z Jayem więcej czasu dla siebie. Wczoraj rano przyjechaliśmy na ślub i cały wczorajszy dzień spędziliśmy na doborze odpowiedniej kiecki dla mnie. Jay nie był z tego zadowolony ,ale musiał to znieść. Prócz tego że mieszkam z Jayem dużo się nie zmieniło. Żartowałam! Zmieniło się ,ale nie dużo. Gary i Roksi mieszkają teraz razem i czekają na dziedzica ( Roksi w szóstym tygodniu!) ,a Alyshia znalazła sobie chłopaka którego o dziwo Seev jeszcze nie zabił  i wyprowadziła się z nim do Hiszpanii. U chłopaków dużo się nie zmieniło. Nathan reaguje już na mnie lepiej niż wcześniej. Poza tym ma teraz inne kłopoty. Rozbił Maxowi furę i teraz wszyscy musimy go kryć. Siva otrząsnął się po byłej dziewczynie która z resztą miesiąc temu wysyłała mu tysiące maili i SMS-ów z przeprosinami i błaganiami by do niej wróciła ,ale Siva był nieugięty z czego jesteśmy dumni. Poza tym Zuzia i Kamil umieją już mówić i chodzić czyli inaczej mówiąc zaczęło się piekło dla rodziców. Tylko czekać aż zaczną wyciągać pieniądze z biednych rodziców.
Weszliśmy własnie do sali gdzie od progu napadła nas Jen z Ryanem.
- Chodźcie zaprowadzimy was na miejsca. Chris i Danielle uparli się że chcą siedzieć obok was. Dani bardzo chcę was poznać- Odpowiedziała Jen i zaprowadziła nas do stołu z lewej strony. Widać otrząsnęła się już z szoku. Była nieźle zszokowana kiedy pojawiłam się z Jayem na ślubie ('To jest ten ojciec twoich dzieci?!'). To było mocne. 
Przy stole siedział Ryan obejmujący jakąś dziewczynę. To musiała być Danielle. Wyglądała jak typowa sexbomba. Miała pełne kobiece kształty, okrągłą buzię, szerokie usta i czarne falowane włosy opadające na ramiona. Miała na sobie drogo wyglądającą małą czarną i srebrne kolczyki. No to się nieźle Chris zakotwiczył. Pomyślałam patrząc na jego narzeczoną.
- A więc to wy jesteście przyjaciółmi Ryana?- Zaświergotała Danielle- Jestem Dani-
Reszta wieczoru przeszła bardzo przyjemnie. Ja gadałam dużo z Dani co jakiś czas tańczyłam z Jayem, Chrisem i Ryanem ,ale również pomagałam Dani w obowiązkach druhny. Było już sporo po północ kiedy mój mężczyzna wyszedł na środek parkietu na którym na razie nie grała muzyka.
- Chciałbym coś ogłosić- Powiedział ,a wszyscy odwrócili głowy w jego stronę. Jay podszedł do mnie i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko. Mimo że byłam strasznie wzruszona ,bo wiedziałam co się będzie działo to nie mogłam się oprzeć wrażeniu ,Skąd my to znamy?'. 
-Wyjdziesz za mnie- Zapytał Jay klęcząc przede mną. Rozpłakałam się.
- Tak- Odpowiedziałam i przytuliłam się do Jaya. Moje cudowne życie własnie się zaczyna. 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To by było na tyle.
Mam nadzieję że opowiadanie wam się podobało.
Całuski Ellcia :*

Rozdział 23

Od ucieczki od Jaya minęły cztery miesiące. Cztery miesięcy walki by o nim nie myśleć. W pracy powodziło mi się nawet dobrze. Co nie oznacza że nie tęskniłam z tamtym życiem. Wiele razy chciałam wrócić ,ale wtedy przypominałam sobie o dzieciach i od razu z pomysłu rezygnowałam. Gdyby nie dzieci to pewnie bym się załamała. Nie miałam nikogo prócz nich. Nie chciałam się kontaktować z Roksi i Alyshią ,bo wiedziałam że wypytywałyby mnie o miejsce pobytu ,a ja nie chciałam tego nikomu mówić. Moje życie uczuciowe także nie układało się najlepiej. Nikogo sobie nie szukałam. Po pierwsze nadal miałam traumę po Jayu. Po drugie teraz musiałam zajmować się dziećmi ,bo były teraz w takim ,a nie innym wieku. Po trzecie, nie byłoby chyba faceta który wytrzymałby z moim zgorzkniałym od niedawna charakterem i dwójką bez przerwy beczących bachorów. Co do mieszkania udało mi się znaleźć mieszkanie blisko teatru. Poza tym zapisałam dzieciaki do żłobka ,bo nie stać mnie było na niańkę. Pod względem finansowym nie było jakoś najgorzej. Co prawda nie było też najlepiej ,ale jak choć rok spędziło się w akademiku to później wie się jak przeżyć za pięć złotych tygodniowo (W tym wypadku franków). W pracy prócz tego że byłam przedmiotem wszelkich plotek (,Zobaczcie, taka gówniara ,a już dwójkę dzieci ma!') to nie działo się nic szczególnego. Plotki brały się prawdopodobnie stąd że nie wyglądam na dwadzieścia lat ,a ludzie którzy mnie nie znają dają mi szesnaście lat. To pewnie przez fryzurę. Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad jej zmianą z tegoż powodu. 
Było trochę po siedemnastej. Wychodziłam własnie z teatru. Mieliśmy teraz ogrom pracy ,bo przygotowywaliśmy przedstawienie ,Romeo i Julia' które musiało być dopięte na ostatni guzik i miało zostać chlubą teatru. Podobno w rolę Julii ma się wcielić jakaś specjalnie sprowadzana z Ameryki aktorka teatralna. Po którą zresztą jutro miałam wyjechać na lotnisko. Jako że żłobek miał być zamykany  dopiero o osiemnastej ,a ja miałam jeszcze jedną ważną sprawę do załatwienia postanowiłam że najpierw ją załatwię. Weszłam do mojej ulubionej kawiarenki Delice i zamówiłam latte. Wyjęłam laptopa i rozłożyłam na stole. Musiałam dziś zamówić w drukarni pięćset kopii plakatów Romea i Julii. Po kilku minutach sprawa była już załatwiona ,a kawa wypita. Wyszłam na ulicę i zaczęłam kierować się do żłobka. Gdy stałam już przy żłobku zauważyłam gadającą z kimś Alyshię. Chyba mnie zauważyła ,bo podeszła do mnie i spojrzała mi w oczy.
- On przez ciebie cierpi suko! Stara się ,a ty znów go ranisz!- Powiedziała i odeszła. Jej wypowiedź zbiła mnie z pantałyku. On się stara? Prychnęłam. Tak naprawdę się starał kiedy co dzień znajdowałam go z nową działką w ręku. Postanowiłam się tym nie przejmować i zabrać dzieci ze żłobka.

Stałam na lotnisku i czekałam na tą paniusię. Ileż można czekać? To że była divą teatralną nie oznacza że może wszystko olewać. Było zimno. Zastanawiałam się dlaczego to ja miałam po nią pojechać? Przecież jaj jestem grafikiem ,a nie szoferem.  Wtedy usłyszałam czyjś znajomy głos.
- Klaudia?- Odwróciłam się w stronę głosu i ujrzałam uśmiechnięta od ucha do ucha Jennifer.
- Jen? Co ty tu robisz?- Spytałam i przytuliłam przyjaciółkę na powitanie.
- Mam zagrać w spektaklu i czekam na kogoś z londyńskiego Teatru- Odpowiedziała ,a mnie wręcz zatkało. Jen była aktorką! 
- To ty będziesz w nim grać?! Czekam na ciebie od godziny!- Uskarżyłam się.
- Pracujesz w teatrze?- Zdziwiła się Jen.
- Tak, kilka miesięcy temu załapałam się na grafika- Odpowiedziałam- Nie wspominałaś że jesteś aktorką-
- Bo gdy się poznaliśmy jeszcze nią nie byłam. Jakieś dwa miesiące po urlopie na Malediwach przyjęli mnie do pierwszego spektaklu i wtedy wszystko się jakoś rozbujało- Odpowiedziała i razem ruszyłyśmy do taksówki. Siedząc już w taksówce obie miałyśmy sobie tyle do opowiedzenia że wręcz gęby nam się nie zamykały.
- Naprawdę masz dwójkę dzieci?- Dziwiła się Jen.
- Tak, naprawdę. A jak tam z Kate i Johnem?- Dopytywałam się.
- Nie są już razem- Odpowiedziała Jen- John nie chciał powiedzieć dlaczego ,ale my wszyscy wiemy że on ją po prostu zdradził ,a Kate mu tego już nie wybaczyła ,bo musisz wiedzieć że John miał takie wpadki już wcześniej.
- To smutne- Odpowiedziałam- A jak tam z waszym ślubem?- Zmieniłam szybko temat.
- Ach, no własnie! Proszę- Wręczyła mi liścik- Zawsze mam przy sobie jedno zaproszenie na wszelki wypadek. Chciałam cię zaprosić ,ale kompletnie nic o tobie nie wiedziałam. Pobieramy się za dwa miesiące.
- Dziękuję- Ucieszyłam się i schowałam zaproszenie do torebki- A co z Chrisem?
- Szaleństwo- Odpowiedziała jednym słowem Jennifer.
- Co konkretnie?- Zapytałam zdziwiona.
- Pojechał do Chicago ,bo chciał zagrać w kasynie. W hotelu poznał sprzątaczkę Danielle z którą miał przygodę łóżkowa- Zaśmiała się- Dwa dni później zaręczył się z nią po pijaku ,a tydzień później zamieszkała z nami. Poza tym miesiąc temu kupili papugę ,bo Chris miał dosyć gadulstwa Danielle i  kupił jej przyjaciółkę do rozmów- Jen zauważyła uśmiech na mojej twarz- Ale wydają się szczęśliwi- Dokończyła ,a ja parsknęłam głośnym śmiechem. Ta sytuacja była kompletnie nienormalna i o dziwo pasująca do Christophera. 
- A co z ojcem twoich dzieci? Pobraliście się już- Mina od razu mi zrzedła.
- Nie. Nie jesteśmy nawet razem. Zresztą nie chce mi się o tym gadać- Odpowiedziałam ,a Jen zrobiła współczującą minę. W końcu dojechaliśmy do teatru. Zaprowadziłam Jen do szefa ,a on z miejsca wysłał mnie z naszą gwiazdą na sesję do plakatów. Jako że jestem grafikiem to muszę zawsze być przy sesjach ,bo to ja ustalam jak ma wyglądać plakat więc ustalam tez jaki kadr mam mieć zdjęcie które wkleję do plakatu. Praca nie jest męcząca ,a czasem nawet przyjemna. Akurat była przerwa w sesji ,bo Jen była poprawiana fryzura i makijaż kiedy przyjaciółka zadała mi pytanie.
- Idziesz dziś ze mną na koncert The Wanted?- Zapytała ,a ja po usłyszeniu nazwy zespołu omal nie dostałam zawału.
- To oni jeszcze grają?- Spytałam starając się udawać obojętność. Myślałam że przez uzależnienia Jaya przestali już grać.
- Pewnie. Odkąd McGuiness wyszedł z odwyku grają wręcz bez przerwy- Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia.
- Co proszę?- Zapytałam.
- Co ty nic nie wiesz? Cztery miesiące temu jeden z nich poszedł na odwyk narkotykowy i dwa tygodnie temu wyszedł- Nie musiałam dalej słuchać z miejsca wybiegłam z teatru nie zwracając uwagi na protesty innych pracowników.
Pięć minut później stałam już przed drzwiami domu The Wanted i zawzięcie klikałam na dzwonek do drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu drzwi otworzył własnie on. Już po pierwszym spojrzeniu wiedziałam że nie bierze. Nie zwracałam uwagi na nic. Nawet na jego zszokowane spojrzenie. Rzuciłam się mu w ramiona ,a on odwzajemnił uścisk. Staliśmy się jednością. Znów.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest już ostatni rozdzialik.
Dzisiaj jeszcze dodam epilog.
Całuski Ellcia :*

Straszna decyzja

Chciałam poinformować że po skończeniu tego bloga druga część o bardzo długo się przełoży.
Drugą część mam zamiar pisać dopiero jakoś w grudniu lub listopadzie.
Powód jest taki że straciłam zapał do TW.
Za to zdobyłam nowe hobby.
Zrozumiałam że moim prawdziwym blogowym hobby są Pamiętniki Wampirów i The Originals i na tym teraz chciałabym się skupić.
Ale nie bójcie się, dokończę to opowiadanie.
Jeśli komuś spodobała się moja twórczość do zapraszam na moje blogi:
(Wchodzisz na swoją własną odpowiedzialność. Blog bywa brutalny)

14.04.2014

Rozdział 22

- Klaudia przepraszam!- Kłapał dziobem Jay biegnąc za mną. Własnie się pakowałam i miałam zamiar zaszyć się gdzieś w Londynie tak by mnie nie znalazł. Od afery na plaży minęły trzy dni. Trzy dni bezustannych kłótni. Jay miał się starać ,a nie robił tego. Trzeci raz przyłapałam go z narkotykami. Nie miałam zamiaru znosić tego dłużej.
- Nie ,Jay! To koniec! Nie chcę cię znać!- Powiedziałam wkładając ciuchy byle jak do walizki. Godzinę temu kazałam Roksi i Garyemu wziąć dzieciaki by tego nie słuchały. Jay położył rękę na moje ramię próbując mnie uspokoić. 
- Nie dotykaj mnie!- Wrzasnęłam i mocnym ruchem strzepnęłam z mojego ramienia jego rękę i przepychając go na bok utorowałam sobie drogę z walizką w ręce. Wyszłam z mieszkania specjalnie trzasknając drzwiami przed nosem idącego za mną Jaya. Moje nerwy jeszcze nigdy nie były tak zszargane! Dwóch na trzech chłopaków w moim życiu zaćpa się na śmierć!
- Klaudia ,a co z dziećmi! Mam do nich prawo!- Uczepił się mnie Jay.
- Wyłączne prawo rodzicielskie mam ja!- Wrzasnęłam wchodząc do windy. Jay oczywiscie podążył za mną.
- Ale ja cię kocham!- Mówił ,ale ja już nie wierzyłam. Mówił tak już wiele razy ,a z tego co widzę to mu na mnie nie zależy. Wsiadłam do taksówki tak szybko by nie zdążył mnie dogonić i kazałam taksówkarzowi jechać do parku w którym byli Gary i Roksi z moimi dziećmi. Dojechałam i dałam zaliczkę taksówkarzowi by na mnie poczekał po czym pobiegłam w stronę moich przyjaciół prowadzących podwójny wózek.
- Po dzieciaki przyszłam- Powiedziałam ,a Roksi oddała mi wózek.
- Co z Tobą?- Zapytał się Gary dziwnie na mnie patrząc. 
- Nic ,skąd. Później do was zadzwonię- Powiedziałam i ruszyłam ku taksówce. Po kilku minutach jechałam już w stronę Margaret. Mojej przyjaciółki poznanej na uczelni. Przedtem zadzwoniłam do niej i zapytałam czy nie mogłabym u niej nocować. Zgodziła się ,bo akurat mieszka sama odkąd jej lokatorka wyprowadziła się do narzeczonego.  Gdyby nie dzieci pewnie zapaliłabym w taksówce papierosa. Co prawda uważam że palenie to kretyństwo ,ale czasem człowiek musi ,bo się udusi. Przez tego człowieka po raz kolejny wali mi się życie ,a mi i tak na nim zależy. Według mnie miłość powinna być w encyklopedii dopisane pod hasłem tortury albo głupota. Sama nie wiedziałam co o tym myśleć. Próbowałam mu pomóc ,ale on te pomoc może i nieświadomie ,ale odtrącał. Jemu nie da się już pomóc i muszę się z tym pogodzić. Będzie to trudne i dla mnie i dla dzieci ,ale będzie to z drugiej strony lepsze. Co nie zmieniało faktu że byłam przybita. Chciałam o tym wszystkim zapomnieć. 

- Klaudia gdzie ty jesteś!- Dopytywała się przez telefon Roksi. Ona jedyna miała ze mną kontakt- Ile jeszcze razy masz zamiar Jayowi takie rzeczy robić?!
- Tu nie chodzi już o Jaya- Broniłam się- Chodzi o dzieci. Nawet jak bym nie wiem jak kochała Jaya to nie mogę narażać moich dzieci na takie widoki. Nie chcę żeby miały ojca ćpuna- 
- Ale to są też jego dzieci- Mówiła dalej Roksi.
- Co nie zmienia faktu że moje dzieci nie będą się wychowywać w narkotykowych kręgach. Nie chcę dla nich tego- Tłumaczyłam przyjaciółce.
- To powiedz chociaż gdzie jesteś- Prosiła Roksana- Martwimy się.
- Nie powiem ci Roksi ,ale nie bój się ,bo jestem bezpieczna- Powiedziałam i odłożyłam słuchawkę. Nie miałam zamiaru słuchać jej rad. Ona nie wie co to znaczy być matką! Czekałam własnie na niańkę ,bo miałam iść na rozmowę o pracę. Nie chciałam siedzieć Margaret na głowie. Kiedy przyszła niańka ruszyłam w miasto. Nie starałam się o nic niezwykłego. Margaret załatwiła mnie na rozmowę o pracę w teatrze. Miałam być kimś od tworzenia ulotek i plakatów. Takim trochę grafikiem. Przed rozmową sprawdziłam komórkę. 23 nieodebrane połączenia od Jaya i wiele wiele więcej od reszty. Strzepnęłam z siebie negatywne emocję i schowałam telefon do torebki.
Rozmowa przebiegła zwyczajnie. Właściciel teatru okazał się miłym mężczyzną. Przyjął mnie! Tylko że ja jeszcze wtedy nie wiedziałam ile rzeczy może mi się przydarzyć w moim nowym miejscu pracy.....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest kolejna notka.
Uspokajam moich czytelników, między Klaudią i Jayem jeszcze się podzieje ,ale sami zobaczycie jak to będzie. 
Informuję że to już końcówka mojego bloga ,bo własnie sobie wszystko przekalkulowałam i wyszło mi że napisze jeszcze dwa rozdziały i epilog i w zależności od wyników ankiety, może drugą część.
Sorry że krótko ,ale jakoś tak wyszło.
Informuję również że od teraz rozdziały będą pojawiać się raz na tydzień. Konkretnie co wtorek.
Całuski Ellcia :* 



Premiery nowych rozdziałów

Otóż chciałam tylko poinformować że od dziś będę na prawym pasku dodawać daty konkretne daty kolejnych rozdziałów.  
Przypominam też o ankiecie ,bo póki co głosów jest mało i jak tak dalej pójdzie to raczej drugiej części nie będzie.
Całuski Ellcia :*

13.04.2014

Szablonowa sprawa

Otóż chciałam poprosić wszystkich czytelników o adres mailowy czy link do kogoś kto mógłby zrobić mi naprawdę ładny szablon ,bo ten woła o pomstę do nieba. A jeśli ktoś z was się tym zajmuje to zależy mi by na szablonie znalazły się te obrazki:




Oraz jakies ładne tło. Chciałbym też by szablon był utrzymany w kolorach czerwieni i żółci.
Z góry dziękuję Ellcia :*

12.04.2014

Rewelejszyn Informejszyn

Otóż jak wiecie niedługo skończę tego bloga i chciałam was o czymś poinformować.
Zastanawiam się nad zrobieniem drugiej części tego bloga gdy skończę ten.
I własnie w związku z tym na blogu pojawi się za chwilę nowa ankieta pt. Czy chcecie drugą cześć.
Jesli wynik wyjdzie pozytywny wtedy zamieszczę kolejną ankietę pt. O którym z chłopaków chcielibyście cześć drugą.
Wiadomo że do wyboru będziecie mieć wszystkich oprócz Jaya. Oczywiście w drugiej części będzie występować Klaudia, Gary, Alyshia i Roksi ,ale skupimy się na nowej dziewczynie i jej przygodach z jednym z chłopaków. Obie ankiety będą trwały tylko dziesięć dni więc miłego głosowania.
Całuski Ellcia :*

Rozdział 21

Kto cię dzisiaaaaj.....posunie, posunie, posunie!?

Śpiewali chłopacy w drodze na plażę. Ich wesołe głosy dało się słyszeć wszędzie.  Chłopcy byli mega zadowoleni z wyjazdu na plażę. W końcu mieli czas wolny. Okazało się że koncert w Wawie był ostatnim koncertem i po powrocie do Londka mieli wolne. Ja z Jayem siedziałam na samym tyle mini vana i odpowiadałam na jego pytania.
- Jak mają na imiona? Zrobiłaś im już chrzciny?- Dopytywał się bez przerwy.
- Na razie nazywają się Kamil i Zuzia ,ale chrzcin jeszcze nie było- Odpowiedziałam. Co chwila się o cos pytał. Co nie zmieniało jednak faktu że wyglądał jakby umarł i wstał. Mój kolega który kiedys zajmowała się uzależnieniami mówił mi że własnie tak wyglądają narkomani na głodzie. W końcu samochód stanął ,a Tom, Siva i Nate wyskoczyli z niego jak z procy.
- Co jest?- Zapytałam wyciągając z bagażnika torbę plażową.
- Max zagazował wszystkie przednie siedzenia- Odpowiedział Tom trzymając się za nos. Zachichotałam rozśmieszona perspektywą chłopaków duszących się na przednich siedzeniach.
- Takie to śmieszne?- Zapytał Seev- Chcesz się zamienić miejscami w drodze powrotnej?
- Nie dziękuję, nie skorzystam- Odpowiedziałam ironicznie i razem z chłopakami poszłam szukać miejsca na plaży. Poszukiwania miejsca gdzie moglibyśmy się rozłożyć były prawdziwym kabaretem. Seev i Jay cały czas szli z rozpiętymi koszulami kołnierzami próbując zasłonić twarz. Biedny Nate który miał tylko podkoszulek musiał z pomocą Toma z chustą na głowie odganiać rozentuzjazmowane nastolatki ,a Max w czapce z daszkiem i okularach przeciwsłonecznym próbował wmówić wszystkim swoim fankom że jest elektrykiem podobnym do ich idola. A ja, Roksi i Alyshia patrząc na chłopaków prawie tarzałyśmy się po ziemi ze śmiechu. Po żmudnych poszukiwaniach udało nam się i znaleźliśmy dość odludne miejsce. Odludne w znaczeniu że w promieniu stu metrów nie było żadnej prisionerki. Rozłożyłam się na ręczniku i zaczęłam nacierać się filtrem.
- No chyba sobie jaja robisz- Usłyszałam za sobą głos Nathana.
- Nie wiem o co ci chodzi- Odpowiedziałam patrząc w jego stronę.
- O to że nie przyjechałaś z nami na plażę żeby się teraz opalać- Dokończył za Nathana Jay.
- To niby co mam robić?- Zapytałam wyzwańczo.
- Będziesz nas nagrywać kiedy będziemy się bawić w samojebki- Odpowiedział Tom.
- Że co?- Zdziwiłam się.
- My zawsze robimy sobie z takich wypadów bekowe filmiki i teraz będziesz nagrywać samojebki- Tłumaczył mi dalej Tom.
- Ale niby co wy będziecie robić- Dopytywałam się.
- Zobaczysz- Odpowiedział Tom i rzucił mi kamerę.
Okazało się że zabawa w samojebki tyczyła się tego że chłopaki biegali po plaży z włączonymi aparatami w komórkach i z zaskoczenia dosiadali się do nieznanych plażowiczów i znienacka robili sobie z nimi tzw. Selife. Reakcję były różne. Gdy na przykład Max dosiadł się do dwóch opalających się blondynek dziewczyny zaczęły piszczeć ze szczęścia i błagać by przesłali im to zdjęcie na komórki. Ale kiedy Tom dosiadł się do jakiejś starszej pani i zrobił sobie z nią selfie to ta zaczęła wyzywać go od kryminalistów i bić torebką. Największy przypał zaliczył jednak Seev który zrobił sobie samojebkę z jakaś wyjątkowo ładną dziewczyną i próbował do niej zagadać kiedy nagle z jeziora wyszedł jakiś koksu. Okazało się że był to jej chłopak i biedny Siva uciekał przez całą plażę. Moim zadaniem było niepostrzeżenie z ukrycia to wszystko nagrywać ,a w tym byłam dobra ,bo kiedy robiliśmy z moim pierwszym chłopakiem w liceum takie filmiki znajomym. Ogólnie mogę tylko powiedzieć że było ciekawie. Po godzinie nagrywania samojebek zmęczeni i weseli wróciliśmy na miejsca.
- To było niezłe- Przyznałam.
- Dla kogo niezłe dla tego niezłe- Skarżył się Siva rozmasowując ramiona.
- Biedny Seev- Zaśmiał się Tom i poklepał kolegę po głowie- Na pocieszenie mogę ci tylko powiedzieć że jesteś chyba jedynym chłopakiem który przy próbie podrywu doznał kontuzji- Wszyscy oprócz Seeva parsknęliśmy śmiechem.
- Bardzo śmieszne- Powiedział Seev głosem obrażonego dziecka.
- Hej ,a gdzie jest Jay?- Zapytałam. Przez te śmiechy zupełnie nie zauważyłam że go nie ma.
- Powinniśmy go poszukać- Powiedział Max wstając z ręcznika.
- Ja zostaję- Powiedział Seev ,a wszyscy zwróciliśmy ku niemu wzrok- A jak mnie ten koks zobaczy?
- Nie bój się Siva. Pójdziesz z Maxem on cię obroni- Powiedział Nathan. Ruszyliśmy na poszukiwania.
Ja poszłam wraz z Tomem co według mnie nie było dobrym pomysłem ,bo Parker dziś ma idealny humor do wkurzania i rozśmieszania ludzi. Długo szliśmy szukając mojego Kędziorka. W końcu jednak znaleźliśmy go.
- Jay!- Zawołałam ,a chłopak odwrócił się odruchowo- Dopiero wtedy zauważyłam co ma w ręce. W rękach trzymał dużą działkę heroiny.

8.04.2014

Łączymy Siły!

Wiem że mało jest osób którym podoba się ten blog ,ale jeśli tacy są to mam propozycję.
Otórzy wszyscy którym podoba się ten blog pewnie widzą że blog idzie strasznie słabo w sądażach.
Teraz codzień mam tylko po cztery wejścia więc proszę abyście chociaż spróbowali szerzeć ten blog dalej.
Oczywiście ja nie zmuszam ,ale jakby ktoś chciał to byłabym wdzięczna. 
Ponadto zapraszam też do szerzenia mojego drugiego bloga
http://klaus-mikaelson-opowiadanie.blogspot.com
Informuję też że jest już 20 rozdział ,bo podejrzewam że ta notka zakrywa ten rozdział.
Całuski Ellcia :*

Rozdział 20

Właśnie zapinałam gotową do lotu walizkę kiedy usłyszałam płacz to musi być Zuzia. Kamil spoczywał w nosidełku na moim brzuchu i jak to młody gatunek ssaka ssał mleko z piersi.
- Max! Przewiń Zuzie!- Zawołałam. Odkąd zgodziłam się z nimi jechać Max zaproponował mi swoją pomoc. Po chwili zobaczyłam jak Max biegnie do pokoju moich małych diabłów.
- Jezu! Coś ty im dała na śniadanie?!- Oburzył się patrząc w pieluszkę.
- To nie jest dzieło Van Gogha żeby się w to gapić!- Upomniałam go- Przewijaj ją i jedziemy!
Dziś panowała dość nerwowa atmosfera. Podejrzewam że to przez dzisiejszy lot do Londka. Chłopacy wczoraj wynajęli mi mieszkkanie niedaleko nich i zabukowali bilet lotniczy pierwszej klasy. Onie mieli jechać drugą ,bo Jay miał nie widzieć dzieciaków. Ostatnio Kamilowi zaczęły rosnąć już włoski. Miał je po mnie. Czarne jak smoła. Co prawda teraz jestem ruda ,ale naturalnie włosy mam czarne. Jednak nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Przez poranną kolkę Kamila prawie spóźniliśmy się na samolot. Jednak zdążyliśmy. Nie wiem czy się cieszyć czy płakać. Z Jayem może przecież niewypalić. Jeśli się zaćpa to się nigdy w życiu nie pozbieram. To wtedy byłaby moja wina. Jeszcze do tego w tej pierwszej klasie były same snoby które oburzały się gdy Zuzia lub Kamil płakali. Jakby żadne z nich dziecka na oczy nie widziało. Gdy wysiedliśmy z samolotu byłam megatycznie zdenerwowana co zauważył Max. Reszta chłopców odjechała z Jayem do mieszkania ,a on został i mnie odwiuzł do mieszkania. Od kilku dni mówię na niego per ,Goryl' ,bo zachwuje się jak jakiś ochroniaż. Szliśmy ulicami Londynu co chwila napadani przez chordy fanem Maxa.
- Zawsze tak masz?- Spytałam tuląc do piersi płaczącą Zuzie.
- Ostatnimi czasy często- Przyznał zakładając na głowę okulary przeciwsłoneczne. Słońce grzało dziś niemiłosiernie ,ale cóż się dziwić. W końcu Lipoec.
- Musi być słabo...- Szepnęłam bardziej do siebie niż do niego.
- Czasem tak ,ale my kochamy swoich fanów- Oowiedział. Nawet nie zorientowałam się że powiedziałam to głośno.
- Z przewagą na fanki?- Dałam mu sójkę w bok. Wszystkie napadające nas fanki były równie zdziwione tym że nie dość że wielki Max George przechadza się z jakąś dziewczyną
to jeszcze z dwójką dzieci.
- Nie boisz się że cię obsmarują w prasie w związku ze mną i dzieciakami?- Spytałam. Nadal nie mogłam się przyzwyczaić do tego że The Wanted stali się domeną wśród boybandów.
- Nawet jak to za tydzień zapomną- Odpowiedział ,a ja zrobiłam głupią minę. Jak można zapomnieć że twój idol może mieć dwójkę dzieci?- Plotki na nasz temat roznoszą się jak świerze bułeczki. Był już nawet że Siva jest gejem.
- A co? Dalej nie chce się spotykać z dziewcznami?- Dopytywałam się. Było mi wstyd że od razu nie przypomniało mi się o Sivie.
- Nie. Trochę mu przeszło ,ale nadal twierdzi że nie potrzebna mu dziewczyna- Odparł Max.
- Może mowi prawdę i nie potrzebuje dziewczyny?- Olśniłam przyjaciela.
- Uwierz mi że jakbyś widziała jego skarpety od razu zmieniłabyś zdanie- Zironizował Maximo jak nazywali go Nate i Tom. Nawet nie zauważyliśmy jak dotarlliśmy do mojego nowego mieszkania. Było małe ,ale przytulne. Starczy miejsca i dla mnie i dla dzieciaków. Po długim rozpakowywaniu w którym pomógł mi Max zaproponowałam mu żeby został na kawę.
- Co ty, nie mogę. Późno już- Powiedział Max.
- Szkoda- Zasmuciłam się.
- Ale mam ci do przekazania żebyś na jutro rano przygotowała się na wypad na plażę z nami- Poinformował mnie.
- Co? A gdzie ty tu masz plażę?- Zapytałam zdziwiona.
- Nad jezioro za Londynem- Powiedział Max popukując się w czoło.
- A co z dziećmi?- Spytałam.
- O dziewiątej przyjdzie niania- Odpowiedział i wyszedł na odchodne rzucając tylko ,cześć'. Zostałam sama w nowym mieszkaniu. Jakimś cudem udało mi się uić moje oba diabełki dzięki czemu w domu w końcu było cicho.  Zaparzyłam sobie mocnej kawy pewna tego że moje kochane dzieciaczki zaczną płakać w środku nocy. Jak zawsze. Nieprzespane nocki miałam już w już w zwyczaju. Usiadłam na miękkiej kanapie naprzeciwko sporej plazmówki i włączyłam jakiś film. Po kilku minutach doszłam jednak do wniosku że nie był dobry pomysł. Na jednym kanale leciało ,To tylko miłość' na drugim ,Warto kochać' ,a na trzecim , Miłość jest wszędzie'. Jakoś nie miałam ochoty sprawdzać dalej. Na szcęście biblioteczka była wyposarzona w ciekawe książki. Sięgnęłam poierwszą lepszą pt , Miasto kości' i zaczęłam czytać. Z książką w ręku i przekonaniem że jutrzejszy dzień będzie naprawdę dobrym dniem zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------
 Sorki że krótko ,ale tak wyszło.
Chcę poinformować nielicznych którym podoba się ten blog że mam zamiar zrobić jeszcze góra pięć lub cztery rozdziały i epilog.
Całuski Ellcia :*

3.04.2014

Rozdział 19

Chciało mi się płakać kiedy patrzyłam w jego kiedyś piękne oczy.
- Klaudia?- Powiedział tak słabym i zdziwionym głosem jakby bał się że jestem wytworem jego wyobraźni i zaraz się ropłynę. Zaczynałam żałować decyzji podjętej dziewięć miesięcy temu. Myślałam że nie jestem dla niego aż tak ważna i że się pozbiera. Myliłam się.
- To naprawde ty?- Zapytał jeszcze ciszej. Łzy zaczęły napływać mi do oczu ,ale obiecałam sobie że się nie rozbeczę. Powoli podeszłam i usiadłam obok Jaya. Nieśmiało pogłaskałam jego policzek.
- Ile ty mi się razy śniłaś...- Powiedział i po jego policzku spłynęła samotna łza. Przytuliłam go i też cichutko zaszlochałam. Pomimo marnej powłoki uścisk Jaya był ciągle taki sam. Ciepły i bezpieczny.
- Przepraszam- Powiedziałam odklejając się od Jaya i patrząc się mu w oczy.
- To ja przepraszam- Odrzekł słabym głosem- Zawiodłem ciebie i......- Wyglądał jakby dostał olśnienia- Gdzie twój brzuch?! Usunęłaś?!- Zaczął panikować mocniejszym ,ale dalej słabym głosem.
- Nie- Odpowiedziałam- Już jesteś ojcem- Chłopak dostał coś na wzór szoku tylko że nie wyglądało to tako końca z powodu strasznie zmizerowaniej i chudej twarzy.
- C...Co?- Zapytał niepewnie zerkając na mój brzuch- Chłopiec czy dziewczynka?- Spytał.
- I to i to- Odpowiedziałam.
- Obojniak?!- Zdziwił się. Musiałam przyznać że te narko jednak rzeczywiście zaczęły dawać się mózgowi Jaya we znaki.
- Nie, bliźniaki- Odpowiedziałam. Na twarz Kędziorka zagościł nikły uśmiech. Po chwili znikł przykryty niewyobrażalnym cierpieniem.
- Pomóż mi- To brzmiało bardziej jak wycie o pomoc zranionego zwierzęcia. Cierpiałam niewyobrażalnie razem z Jayem. To był jeszcze gorsze niż poród ,a myślałam że nie będzie czegoś gorszego.
- Pomogę- Powiedziałam i przytuliłam się do Jaya.

- On nie pójdzie na odwyk!- Wykłucałam się z Sivą i Tomem którzy twierdzili że Jaya trzeba wysłać na odwyk- On chce żebyśmy to my mu pomogli!
- Ale my nie jesteśmy w stanie- Siva uderzył ręką w stół przez co rozlał na niego i na restauracyjną podłogę tequile.
- Ale teraz jestem ja i dzieciaki! Ma dla kogo skończyć! Postawiłam mu ultimatum że zobaczy dzieci dopiero gdy będzie w pełni czysty- Poinformowałam wszystkich. Dopiero teraz zauważyłam że w konwersacji biorą udział tylko ja i Seev z Tomem ,a reszta popijała w spokoju drinki.
- Według mnie powinniśmy dać Jayowi szansę by rzucił z naszą pomocą ,a jeśli się nie uda to wyślemy go na odwyk- Zaproponował Max.
- Ale to nie jest gra komputerowa! Jay nie ma dziesięciu żyć. A z heroiną nie można pogrywać- Odparował Tom.
- Koniec tego!- Wrzasęłam - Będzie tak jak ja chcę! Jay mnie poprosił o pomoc i to ja jestem matką jego dzieci!- Zarządziłam. Siva i Tom usiedli na krzesłach jak naburmuszone dzieci.
- Ale zostaje jeszcze jedna sprawa- Odezwała się Roksi.
- Mianowicie?- Zapytał nadal niezbyt dobrze czujący się w moim towarzystwie Nathan.
- To że my zostajemy tylko na tydzień ,a bez Klaudii to nie wypali- Odpowiedziała moja przyjaciółka.
- To niech wróci z namk do Londynu. W końcu to był ostatni koncert ,bo te w Rosji i Ukrainie odwołane- Przedstawił swoją propozycję Max.
- Oszaleliście! Mam się teraz przeprowadzać?- Zapytałam zdziwiona.
- Masz własne albo przynajmniej wynajmowane mieszkanie?- Zapytał szybko Max.
- No nie...- Odpowiedziałam. Było mi trochę wstyd.
- A pracę stałą masz?- Dopytywał się. Czułam się jak więzień na przesłuchaniu.
- Nie- Odpowiedziałam.
- No to o czym my w ogóle gadamy?- Spytał Max.
- O tym że powiedziałam Jayowi że nie zobaczy dzieci dopóki się nie oduzależni- Sprzeciwiłam się.
- Co za problem? Wynajmiemy ci osobne mieszkanie i może nawet niańkę wynajmiemy- Rozwiał moje wątpliwości podekscytowany Maximilian. Westchnęłam.
- Niech będzie- Znów przeprowadzę się do tego okropnego Londka.
-------------------------------------------------------------
Sorry że krótko ,ale piszę teraz książkę na której dokończenie wydawnictwo dało mi określony czas.
Całuski Ellcia :*

31.03.2014

Rozdział 18

-...Jay bierze narkotyki- Dokończyła Roksana. Dosłownie chciało mi się krzyczeć. To niemożliwe! Nie on! Na pewno nie mój Jay!
- Jak to?!- Gdyby nie wyczerpanie pewnie bym krzyczała ,a tak wydawałam z siebie tylko dźwięki krzykopodobne.
- Dlatego go przy tobie nie było- Ciągnęła dalej Roksi- Dziś na koncercie, to znaczy jak na każdym koncercie był zaćpany na całego. Śpiewał machinalnie ,ale na pewno nie miał świadomości tego co się dzieje- Opowiedziała mi Roksi.
- Dalczego niek mi wcześniej nie powiedział?- Wyszeptałam.
- Rodziłaś. Poza tym chłopaki nie chcieli cię jeszcze obarczać- W oczach Roksi zauważyłam ból- Garyemu i w ogóle wszystkim chłopakom jest bardzo ciężko. Patrzą jak ich przyjaciel się zatacza i nie mogą nic zrobić- Powiedziała ze łzami w oczach. Wychyliłam soę z łóżka i przytuliłam ją. Zaczęłam szlochać w jej rękaw.
- Ile zostajecie?- Zapytałam.
- Tydzień- Odpowiedziała moja przyjaciółka przez łzy.

Lekarze powiedzieli mi że muszę zostać w szpitalu jeszcze trzy dni. Dziś była ostatnia noc tutaj. Czułam się strasznie ,a zachowywałam się jak trup. Tak samo chłopacy jak i lekarze sądzili że mam po prostu depresję poporodową nieświadomi tego jak wiele dowiedziałam się od Roksi. Chłopacy odwiedzali mnie wiele razy ,ale ja nie mogłam spojrzeć im w oczy. Jak mogli mi nie powiedzieć? Zawsze gdy dla sprawdzenia pytałam się o Jaya wszyscy milkli. Jedynym pocieszeniem były wizyty na oddziale noworodkowym. Tam razem z moimi dziećmi czułam się szczęśliwa. Po długim namyśle zdecydowałam się na chrzcinach dać im na imiona Kamil i Zuzia. Pasowały by do nich. Jednak wizyty u moich dzieci były bardzo ograniczone czasowo co doprowadzało mnie do szału.
Leżałam właśnie na łóżku szpitalnym myśląc o Jay'u. Łzy same napływały mi do oczu. Po chwili do mojej sali wszedł Nathan z dzbankiem wody. Postawił ją na szafce i już chciał wychodzić. Dziwne ,ale jego stosunki ze mną się pogorszyły. Gdy przechodził obok mojego
łóżka złapałam go za nadgarstek. Uznałam że już czas by się przyznać.
- Nathan- Zaczęłam. Chłopak oblał mnie zimnym spojrzeniem- Wiem o Jay'u- Powiedziałam na jednym wdechu. Oczy chłopaka rozszerzyły się.
- Kto ci powiedział?- Zapytał krótko.
- Roksi- Odpowiedziałam bez namysłu.
- Oczywiście! Głupia papla!- Zdenerwował się.
- Przestań tak mówić!- Skarciłam go- Ile chcieliście to przede mną ukrywać?
- Tyle ile było trzeba- Skwitował wrednie.
- Czemu?!- Zaczynałam przestawać panować nad nerwami.
- Powiedzieć ci czemu?!- Wrzasnął- Bo to twoja wina!- Poczułam ukłucie w sercu.
- Jak to moja?- Zapytałam słabym głosem.
- Tak to. Po chamsku uciekłaś od Jaya z jego dziećmi w brzuchu i jeszcze kompletnie zerwałaś z nim jakikolwiek kontakt. W jednej chwili stracił i ciebie i swoich przyszłych potomków! Próbowaliśmy go jakoś pocieszać ,ale z każdym dniem było coraz gorzej. Aż w końcu przyłapaliśmy go ze strzykawką w kiblu!- Wrzasnął jeszcze raz i zaczął oddalać się ku drzwiom- Teraz wiesz wszystko!- Trzasnął drzwiami ,a ja schowałam głowę w poduszkę.
Zaczęłam głośno płakać. Mojej agonii nie byłoby końca gdyby nie głos w głowie który podpowiadał mi jedno. Teraz muszę to wszystko naprawić.

- Jesteś pewna że tego chcesz?- Zapytał Max przed drzwiami do pokoju hotelowego Jaya. Odkąd chłopcy wiedzieli że ja wiem rękami i nogami próbowali odciągać mnie od spotkania z Jayem. Jednak ja byłam nieugięta i uparta jak osioł.Zgodzili się gdy usłyszeli że obwiniam się o jego stan. Oczywiście automatycznie oskarżyli Nathana o taki mój tok myślenia ,bo podobno od dawna tak myślał. Jako że Jay mógłbyć pod wpływem narkotyków postanowiłam zostawić dzieciaki u koleżanki.
- Tak- Odpowiedziałam i popchnęłam drzwi pokoju. Max miał zostać na zewnątrz i jakby coś się działo uspokoić kolege. Weszłam do pokoju i na wielkim hotelowym łóżku zobaczyłam jego. To nie był już ten sam Jay. Przetłuszczohe włosy opadały niechlujnie na twarz spod brudnej czapki. Połatana flanelowa koszula powiewała przez wiatr z otwartego okna. Był strasznie chudy ,a twarz miał strasznie wymizerowaną.
- Cześć Jay- Powiedziałam nieśmiało. Chłopak chyba dopiero teraz mnie zauważył. Spojrzał na mnie pełnymi bólu i zmęczenia niebieskimi tęczówkami. Zebrało mi się na płacz.

28.03.2014

Rozdział 17

9 Miesięcy później....

Szłam właśnie ulicami Warszawy z reklamówką dzicięcych ciuszków w ręce. Termin prorodu zbliżał się nieubłaganie.  Żeby zarobić na utrzymanie pracowałam w barze z którego oczywiście wywalili mnie gdy dowidzieli się że jestem ciężarna. Czyli po trzech miesiącach. Jak się mogłam spodziewać rodzina czuje się zhańbiona i nie chce mnie znać. Mieszkam u starej przyjaciół przedszolanki ,ale wiem że nie mogę jej siedzieć na głowie gdy urodzi się dziecko. Najbardziej jednak ciążyło mi na duszy to że w Londynie zostawiłam kawałek siebie. Najgorsze było jednak to że nawet Roksi nie mogłam powiedzieć gdzie jestem.
Agle wokół jednej za ścian Żoliboskiego domu kultury zobaczyłam grupę zachachanych nastolatek. Podeszłam bliżej. Dzięki bogu że jestem dość wysoka i nie musiałam się wychylać z tym wielkim brzuchem. Nie wieryłam w to co zobaczyłam. Na ogromnym plakacie widniało djęie The Wanted i informację o ich koncercie. Szybko wyciągnęłam notatnik  i zapisałam datę. Konert miał być dziś o 20.00. Miałam zamiar na niego iść. Wiem żenie powinnam ,ale ostatni raz chciałam spojrzeć na Jaya. Miałam plan żeby zaszyć się z boku sali i po prostu podziwiać koncert.

Weszłam do zatłoczonego baru co jakiś czas słysząc koentarze typu , A ta gdzie się z tym brzuchem pcha'. Ciąża z czasem stawała się coraz bardziej uciążliwa. Ustałm obok jednej z potęrznyh kolum w bezpiecznej odległości , ale nie za blisko.po trzydziestu minutach czekaniaw końcu wyszli na scenę witani entuzjastycznymi piskami innych dziewczyn ,a wśród nich On. Z daleka rozponałam jego piękne loczki i tę słodką buźkę. Chyba mnie nie zauważył. Z jednej strony byłam zawiedziona. Nie zauważył mnie. Ale z drugiej strony mi ulżyło. Co by było gdyby mnie zauważył? Wraz z rozpoczęciem pierwszych piosenek dziecko w moim brzuchu zaczęło kopać. Rozpoznało tatę. Nie wiedziałam czy to chłopiec czy dziewczynka. Chciałam żeby była to niespodzianka. Nagle poczułam dziwny ból w brzuchu. Zignorowałam go ,bo przedtem wiele razy zdarzały mi się skurcze.  Jednak po pięciu minutach poczułam to samo tylko że ze zdwojoną siłą. Jęknęłam cicho. Po kilku chwilach ból powtórzył się ze strojoną siłą. Krzyknęłam mimo woli. Chyba wiem co się dzieje. Boże tylko nie tu! Jakiś mężczyzna stojący obok mnie zwrócił uwagę na moje jęki.
- Co pani robi?!- Oburzył się.
- Rodzę- Odpowiedziałam szybko.
- Bardzo śmieszne- Zironizował. Za bardzo mnie bolało bym miała siłę się z niem kłócić. Ból nasili się tak mocno że chcąc nie chcąc przewróciłam się. Złapał mnie ten sam mężczyzna który przed chwilą się mnie czepiał.
- Jezu, Pani nie żartuje!- Panikował.
- Co pan powie! - Wrzasnęłam. Momentalnie na całej sali zapanowała panika. Słychać było krzyki i nawoływania by dzwonić po karetkę lecz ja słyszałam tylko swój własny krzyk. Ból był niewyobrażalny. Niech to się skończy! Myślałam. Niech to ze mnie wyciągną! Po chwili przestałam słyszeć muzykę. Zastanawiałam się czy to przez ból czy może przestali grać? Po chwili dostałam odpowiedź.
- Nathan musimy ją zawieźć do szpitala- Usłyszałam dobrze mi znany głos. Po chwili zamajaczyła przede mną sylwetka nie kogo innego tylko...
- Max co ty tu robisz- Wyjąkałam przez łzy.
- Klaudia? Co? Jak?- Zdziwił się- Nieważne jedziemy, Nate szulaj kluczyków od wozu już!

Do szpitala dojechaliśmy w błyskawicznym tempie choć gdyby (o dziwo) nie logiczne myślenie Toma rozbilibyśmy się na drzewie ,bo Nate stracił panowanie nad kierownica gdy dowiedział się kim jest kobieta rodząca w jego aucie. Wraz z obstawą chłopaków na rękach Maxa dotarła do korytarza.
- Kobieta rodzi! - Wrzasnął w recepcji Max ,a pielegniarka ze stoickim spokojem podała mu wózek na którym mnie posadził i wskazała drogę na porodówkę przy czym zatrzymała resztę chłopaków czyli Nathana, Toma i Sivę w korytarzu pod pretekstem że tylko jedna osoba może iść ze mną do sali.
Natychmiastowo przekierowali mnie do sali w której obok mnie rodziła jeszcze jadna kobieta które też krzyczała jakby obdzierali ją ze skóry. Po kilku godzinach w strasznych bólach w końcu usłyszałam płacz dziecka.
- Widzę główkę- Krzyknął lekarz ,a Max któremu ściskałam ręke przez ten cały czas tak mocno że myślałam że połamałam mu palce, zemdlał.Poczułam jak lekarz wyciąga ze mnie dziecko.
- To chłopczyk- Powiedział ,ale o dziwo nadal mnie bolało- Bliźniaki- Powiedział Oddając mojego syna pielęgniarce i wyciągając ze mnie drugie dziecko. Tak mnie bolało że nie miaałm nawet siły panikować.
- Dziewczynka- Powiedział i razem z pielęgniarką położyli po obu stronach mojej poduszki moje nowonarodzone dzieci. Takie piękne. pomyślałam. Emilka i Janek. Opadłam na poduszkę i zasnęłam momentalnie. Poród bywa wyczerpójący.

Po kilku godzinach obudziłam się i pierwsze co spostrzegłam to uśmiechnię tą twarz....
- Roksi?- Zdziwiłam się.
- Klaudia!- Ucieszyła się moja przyjaciółka.
- Gdzie moje dzieci?- Spytałam szybko.
- W inkubatorach, nie bój się- Uspokoiła mnie- Są śliczne.
- Dzięki- Odpowiedziałam i przypomniałam sobie och twarzyczki.Gdyby nie to że dalej byłam strasznie wyczerpana to już chciałabym je zobaczyć.o chwili coś sobie uśmiadomiłam. Spochmurniałam momentalnie.
- Co się stało?- Zapytała Roksi zauważając moją zmianę nastroju.
- Czemu z chłopakam nie było Jaya?- Spytałam chamując łzy.
- Bo widzisz....Odkąd uciekłaś mamy z Jayem spory problem- Zaczęła Roksi.
- Jaki problem- Dopytywałam się. Chodziło w końcu o ojca moich dzieci.
- Widzisz Klaudia, Jay..........

27.03.2014

Ważne info

Wczoraj założyłam noho bloga.
Nie bójcie się. Nie przestanę pisać tego ,ale chciałam dać info żebyście wiedzieli.
Tu macie adres:
http://magiczna-wyspa.blogspot.com/
Blog opisuję historię grupy nastolatków z czempiońskiej grupy snowboardowej którzy lecą na mistrzostwa w Himalaje.  Jednak przez nieszczęśliwy wypadek ich samolot gubi się i rozbija na tajemniczej wyspie.
Ze wszystkixh pasażerów przeżywa tylko dziesiątka nastolatków którzy od rozbicia na wyspie przeżywają ciąg dziwny zdarzeń i poznają coraz to nowe tajemnice wyspy. A może ich wypadek nie był tylko przypadkiem?
Strony graficznej jeszcze nie ma ,ale obiecuję dodać ją w najbliższym czasie.
Zachęcam do komentowania.
Ellcia:*

25.03.2014

Rozdział 16

Ta sytuacja jeszcze bardziej mnie zszokowała. To niemożliwe. Mój Jay miał wyjechać aż na rok! Wzięłam dwa głębikie wdechy ,bo przecież kobiety w ciąży nie mogą się denerwować. Postanowiłam wszystko solidnie przemyśleć. Jay dostał szansę swojego życia. Nie mogę mu jej odbierać. To byłoby samolubne z mojej strony. Już otwierałam usta by się zgodzić kiedy usłyszałam głos mojego chłopaka.
- Nie ma takiej opcji- Powiedział.
-Owszem jest- Przebiłam chłopaka.
- Nie!- Wrzasnął poddenerwowany Jay.
- Jay nie możesz odbierać nam tej szansy. Drugiej nie dostaniemy!- Poparł mnie Nathan.
- Nate powinieneś zrozumieć Jaya. On będzie ojcem ,a jeśli pojedzie w tą trasę to nie będzie go nawet przy narodzinach dziecka- Postawiła się za. Jayem Alyshia.
- Ale nie wypuszczą nas w trasę bez niego- Wysunął argument Tom.
- Tom ma racje. Nie mogę wam obierać szansy- Odpowiedziałam po czym spojrzałam na Jaya i położyłam ręce na brzuchu- Poradzimy sobie.
- Nie- Odpowiedział bez ogródek- Jakim będę ojcem skoro nie będzie mnie przy narodzinach i pierwszych miesiącach życia mojego dziecka.
- Porozmawiajmy w cztery oczy- Zaproponowałam.
- Dobrze- Zgodził się Kędziorek po czym wskazał reszcie by wyszli. Tak też zrobili. Zostaliśmy sami w pokoju.
- Jay ja...- Zaczęłam-....My- Poklepałam się po brzuchu- Damy soie radę-
- Nie ,Klaudia- Powiedział- Tak nie może być- Przyłożył rękę do mojego brzucha.
- Ja już podjęłam decyzję- Powiedziałam.
- Nie pozwalam. Zastanów się nad tym.

Po długich namowach Jaya zdecydowałam się pójść mu na ugodę i zastanowić się nad moją decyzją. Tylko nad czym tu się zastanawiać? Myślałam leżąc na łózku w swoim akademickim pokoju. Leżałam i zastanawaiłam się co dalej robić. Tak naprawdę nie miałam zamiaru zmieniać zdania. Nie mogę odbierać im kluza do spełnienia marzeń. Ale dobze było prynajmniej z tego powodu że nie było ani Alyshii ani Roksi. Poszły na jakąś imprezę. W normalnych warunkach poszłabym z nimi ,ale to nie były zwykłe warunki. Po długim namyśle podjęłam istateczną decyzję. Wymagała ona co prawda dużo mojego płaczu ,ale nie mam innego wyboru. Wyciągnęłam kartkę i długopis i zaczęłam pisać.

Drogi Jayu!
Przepraszam że robię to w ten sposób ,ale nie miałabym siły spojrzeć ci w oczy.
Ten list to pożegnanie.  

Pojedyńcza łza skapnęła na świerzo napisane słowa.Pisałam dalej.

Żegnam się z Tobą ,bo doszłam do wniosku że nie mpgę odbierać  ci takiej szansy.
Przepraszma cię ,ale musisz się pogodzić z faktem że możesz już nigdy mnie nie zobaczyć.
To raczej pewny fakt.
Spróbuj o mnie zapomnieć.Tak jakby nigdy mni nie było.
Żegnaj Jay.

Łzy skapywały mi ciurkiem po twarzy. Resztkami sił wstałam i zaczęłam się pakować najszybciej jak się da by nikt nie zauważył mojej ucieczki. żegnaj Anglio, żegnaj Londynie, Żegnaj Jay.

Czułam się jak trup. Gdyby nie dziecko w moim brzuchu zastanawiałabym się czy moje życie ma jakiś sens. Straciłam wszystko chłopaka, koleżanki i.... Szczęście. Właśnie przekroczyłam granicę Warszawy.

23.03.2014

Rozdział 15

- Panie doktorze ,ale to niemożliwe- Zaczęłam kładąc dłoń na czole- Ja..ja nie mogę być w ciąży-
- Ale Pani jest- Potwierdził moje najgorsze przeczucia- Może Pani już wrócić do domu- Powiedział i wyszedł z sali. Zostawił mnie, Jaya i nasze nienarodzone dziecko samych w sali. Spojrzałam przeciągle na Jaya. Wgapialiśmy się w siebie bez słowa w kilka minut.
- Boże... Ty jesteś w ciąży- Powiedział w końcu z tępym wzrokiem.
- Serio?- Zironizowałam.
- Ale...ale przecież ty się zabezpieczałaś. Brałaś przecież tabletki- Doszukiwał się faktów.
- Tak, brałam ,ale na opakowaniu napisane było że działa w 97%. Widać zmieściłam się w tych 3%- Powiedziałam słabym głosem. Cały czas nie mogłam uwierzyć że nosze pod sercem dziecko Jaya.  Sama nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Z jednaj strony zawsze chciałam być matką ,ale na pewno nie w wieku dziewiętnastu lat. Z drugiej strony zastanawiałam się jakie tortury wymyśla dla mnie rodzice jak sie dowiedzą. W najlepszym wypadku mnie oskalpują. Dlaczego? Bo moi rodzice to typowi ludzie z sąsiedztwa. Wiecie, Co ludzie powiedzą? Jestem skończona.
- Przecież ty nie możesz być w ciąży. Akurat kiedy zaczęło mi się układać- Zaklął Jay. Dotknęły mnie te słowa.
- Co chcesz się pozbyć dziecka?! Jak chcesz wiedzieć to sama sobie go nie zrobiłam!- Wrzasnęłam i wyszłam z sali. W korytarzu przy wyjściu usłyszałam za sobą czyjeś kroki.
- Klaudia ,poczekaj! Przepraszam-Jay zrównał się ze mną- Po prostu to dla mnie za dużo. Boję się że nie dam sobie rady- Przyznał ,a ja momentalnie stanęłam. Rzuciłam się Jayowi na szyję i zaczęłam obficie płakać.
- Cii...Cii.. Jakoś to będzie- Pocieszał mnie chłopak głaszcząc po włosach- Damy radę- Zapewnił mnie- Po kilku minutach odkleiłam się od niego.
- Sądzisz że powinniśmy powiedzieć reszcie?- Zapytałam.
- Chyba lepiej żeby wiedzieli- Skwitował Jay.
- To czeka nas długa rozmowa- Westchnęłam.

 Weszliśmy do mieszkania TW. Odkąd trafiłam do szpitala Roksi i Alyshia próbowały dostać się do mnie na salę ,ale gdy się nie udało czekały na jakieś wiadomości w mieszkaniu chłopaków. Podobno Roksi prawie osiwiała ze stresu. Weszliśmy powoli do pokoju. Przed wejściem do pokoju ustaliliśmy. Żadnych pochopnych ruchów.
- No jesteście już! No i co się stało?- Zapytała Roksi wstając z kanapy.
- Powoli- Zaczęłam- Roksi usiądź. Najlepiej wszyscy usiądźcie- Zrobili to o co prosiłam.
- No więc co jest?- Dopytywał się Max.
- Jestem w ciąży- Powiedziałam na wdechu. Wtedy nastała ta niezręczna cisza. Trwała może dwie minuty ,ale dla mnie była jak wieczność.
- Jak to?- Zapytał Tom.
- A co nie wiesz skąd się dzieci biorą?- Odpowiedział pytaniem na pytanie Jay.
- Jak mogliscie być tak nieodpowiedzialni! Nie wiecie że trzeba się zabezpieczać?!- Naskoczyła na nas Roksi.
- Zabezpieczaliśmy się ,ale tabletki czasem nawalają- Odpowiedziałam speszona. Tego jeszcze nie było! Roksi uczy mnie postępowania płciowego!
- Nie wiecie że są też inne, bezpieczniejsze środki antykoncepcyjne!?- Zapytała.
- Roksi daj spokój- Uspokajał ją Gary- To nam komplikuje wszystko.
- Niby co?- Zapytał Jay.
- Dziś rano zaproponowano nam trasę koncertową Glad you came wraz z innymi waszymi piosenkami. Miała trwać rok- Odpowiedział.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorry że wczoraj notki nie było ,ale teraz będą dodawane rzadziej.
Po pierwsze, dlatego że nie mam czasu pisać codziennie.
Po drugie ,bo gdy wpisy są dodawane codziennie to wtedy jest głupio.
Po trzecie,  wczoraj założyłam nowego bloga.
Jeśli kogoś to interesuje to jest to blog o tematyce The Originals i Pamiętniki Wampirów.
Tu daje link: 
http://klaus-mikaelson-opowiadanie.blogspot.com/
Całuski, Ella!

21.03.2014

Rozdział 14

Westchnęłam odkładając ostatniego ciucha do szafy. Znów ten nudny Londyn i te nudne lekcję. Co prawda na Malediwach cudownie się nie działo ,ale przynajmniej było ciepło i słonecznie. W Londynie prawie codziennie jest pochmurno ,a jak nie jest pochmurno to akurat pada deszcz ,albo jest mgła.
Dziś mieliśmy ziścić nasz plan tyczący się Sivy. To jest najbardziej kretyński plan o jakim słyszałam i ja oraz Jay na wszelkie sposoby chciałyśmy by dali sobie z tym spokój ,ale Max i Roksi się uparli.  Oboju na ,to jest mnie i Jayowi wydaje się że to przyniesie odwrotne skutki. Seev się obrazi i tyle. Jaki był plan? Otóż jak zawsze genialni Roksi i Max wymyślili że Seeva trzeba zapoznać z jakąś dziewczyną. Ale jako że wiedzą że Seev nie da się namówić na żadną randkę postanowili że poznają go z koleżanką Max'a Ruth przypadkowo. Ale od czego jestem ja. Mam już plan awaryjny ,bo po prostu wiem że Siva nie może spotkać tej dziewczyny. To jakaś pusta lafirynda. Tipsiara i solara do tego. Masakra. Dziś zapisałam się na boks w pobliskiej sali sportowej. W Polsce uczęszczałam na boks już od dwunastego roku życia więc to już siedem lat. i osiemnaście ciężko stoczonych walk w tym dziesięć wygranych. Nie mogłam się już doczekać.  Tak długo nie boksowałam że zaczęło mi tego brakować. Może i dziwne że dziewczyna ćwiczy boks ,ale dla mnie to zupełnie naturalne. Co prawda nie jestem jakąś tam chłopczycą ,ale ten sport uwielbiam. Dzisiaj lekcją mnie ominęły ,ale mam dziś pierwszy trening. Ale koło popołudnia doszłam do wniosku że jeśli chcą to niech robią z Seevem co chcą ja się nie mieszam tylko żeby mnie w to nie wrabiali.
Szłam własnie na trening. Była strasznie nabuzowana i nie wiem czemu. Od jakiegoś czasu byłam bardzo nerwowa i nie wiem dlaczego. Machnęłam na to ręką i szłam dalej. Gdy doszłam szybko przebrałam się w spodenki i specjalną bluzkę która właściwie bardziej przypominała stanik ,ale jak mus to mus. Trener dużo się nie liczył. Każdy dostał worek i miał na nim ćwiczyć żeby było przyjemniej pościli nam muzyczkę ,ale dla mnie i tak było przyjemnie. Ale nie wszystko szło po mojej myśli. Oprócz mnie na treningu nie było żadnej dziewczyny. Sami chłopacy. I to nie byle jacy. Rośli chłopi którzy gapili się na mnie jakbym była z innej planety tylko z powodu płci. Naprawdę było bardzo fajnie. Do czasu. Przy połowie treningu strasznie zaczął boleć mnie brzuch ,a później musiałam gnać do łazienki żeby zwymiotować. Zastanawiałam się co się ze mną dzieje? Chodzę cały dzień nerwowa i jeszcze rzygam nie wiadomo z jakiego powodu. Trener oczywiście po tej wpadce wysłał mnie do domu choć zapewniałam go że to się nie powtórzy. Właściwie to sama nie wiedziałam czy się powtórzy.  Wróciłam do domu o siódmej wieczorem i o dziwo wzięłam tylko prysznic i poszłam spać. Sama nie wiedząc czemu.

Wstałam o szóstej rano obudzona przez jakiś okropny zapach. Powoli wstałam z łóżka i zaczęłam szukać miejsca z którego wydobywał się smród. O dziwo doszłam do wniosku że czuję go zewsząd. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę z masłem orzechowym i zagryzłam ją ogórkiem. Chwila, zagryzłam ogórkiem? Przecież ja nie znoszę ogórków. To wszystko było jakieś dziwne. Nie miałam jednak czasu się nad tym zastanawiać. Z pokoju Roksi usłyszałam krzyk.
- Jak wy w ogóle mogłyście coś takiego zrobić?!- Wrzeszczał Seev w pokoju. Wyglądało na to że kłócił się z Alyshią i Roksi. Chyba nawet nie zauważyli że weszłam do pokoju.
- Chciałyśmy tylko pomóc- Usprawiedliwiała się Alyshia.
- Po własnej siostrze bym się tego nie spodziewał!- Wrzeszczał dalej.
- Ej, ludzie uspokójcie się!- Wrzasnęłam.
- Zamknij się Klaudia- Krzyknęli chórem Seev, Roksi i Alyshia.
I wtedy to się stało. Obraz przed oczami zaczął mi się rozmywać. Chwilę później widziałam już tylko czerń. Zemdlałam.

Obudziłam się na jakimś wyjątkowo niewygodnym łóżku. Obok mnie siedział z grobową miną Jay. Dopiero teraz zrozumiałam gdzie jestem. Jestem w szpitalu.
- Co-co się stało?- Zapytałam przecierając oczy.
- Sam nie wiem- Odpowiedział Kędziorek-Lekarze nie chcą mi nic powiedzieć. Wiem tylko że zemdlałaś- Powiedział ,a po chwili drzwi sali otworzyły się i do sali wszedł starszy doktor z pomarszczoną twarzą.
- Penie doktorze co mi jest?- Zapytałam zanim cokolwiek powiedział- To coś poważnego?- Dopytywałam się.
- Nie, to nic poważnego- Odpowiedział spokojnie.
- To co mi jest?- Drążyłam temat.
- To naprawdę nic poważnego. Po prostu jest Pani w ciąży- Powiedział.
Doznałam szoku...

20.03.2014

Rozdział 13

Wpadłam do domu jak z procy. Nie wiedziałam co się dzieje z Sivą ,a Jay tak szybko się rozłączył że niczego konkretnego się nie dowiedziałam. W czasie drogi powrotnej wyrzuciłam z umysłu opcję raka mózgu, uzależnienia od psychotropów lub narkotyków lub śmierć brata. Jakoś mi nie pasowały do sytuacji.
- Co jest?- Zapytałam dobitnie rozczesując poplątane włosy palcami.
- Dobra, powiem prosto z mostu- Zaczęła Alyshia- Siva rzucił dziewczynę- Powiedziała na jednym wdech ,a ja zrobiłam zdezorientowaną minę.
- On rzucił dziewczynę i dlatego jest cały dzień zły jak osa?- Zapytałam. Skoro on rzucił dziewczynę ,a nie ona jego to w czym problem?
- Bo to nie było takie zwykłe rzucenie. Siva wczoraj dowiedział się że odkąd jest tutaj Lucy ,czyli jego dziewczyna zdążyła przespać się z prawie całą męską ekipą naszego akademika- Odpowiedziała Alyshia.
- O boże- Jęknęłam. Biedny Seev. Zasługuje na kogoś lepszego. Dlaczego zawsze najlepsi ludzie dostają najbardziej w cztery litery?
- Co teraz?- Zapytałam z pustką w głowie.
- Nie mam pojęcia- Przyznał Max- Od rana nie wychodzi z pokoju chyba go to mocno załamało. W końcu chciał się zaręczyć Lucy w najbliższym czasie.
- Kurwa!- Wrzasnęła po Polsku Roksi tak by nikt oprócz mnie nie zrozumiał że klnie.
- A ty młody co się nie odzywasz? Podobno z ciebie taki łamacz serc- Zarzucił Nathanowi Jay. Nathan na chwilę oderwał nos od komórki.
- Czego ty ode mnie znowu chcesz?!- Wrzasnął.
- Twój poniekąd przyjaciel przeżywa załamanie ,a ty w komórce siedzisz! Czyżby nowa dziunia?!- Wrzasnął mój chłopak ,a ja starałam się go uspokoić.
- Jak chcesz wiedzieć to moja babcia jest w szpitalu kretynie!- Wrzasnął Nate i wyszedł z pokoju.
- Pięknie Jay. Chcesz nam cały zespół do końca rozwalić?!- Zarzucał Max. Jay już otwierał oczy żeby odpyskować Max'owi.
- Ej, ej chłopaki spokój! To że Sivie wali się życie oznacza że musimy spiąć dupy i mu pomóc ,a nie się kłócić- Powiedziała Roksi. Zawsze była dobrym mówcą. Załagadzała wszystkie kłótnie w akademiku.
- Roksi ma rację- Do Roksi dołączył Gary- Nie powinniśmy się kłócić w tej sytuacji. Póki co pomyślmy co zrobić ,a jak ktoś będzie miał jakiś pomysł to niech mówi- Rozkazał Gary ,a później wskazał palcem na Jaya- A ty idź do młodego i go przeproś!
- Nie ma mowy!- Odmówił Jay. Westchnęłam. Ach, ta męska duma. Uśmiechnęłam się. Każdy zalotny uśmieszek ją zniszczy.
- Jay, proszę zrób to- Zatrzepotałam rzęsami patrząc mu w oczy.
- Oj, no dobra- Powiedział i poszedł do pokoju Nathana.

Resztę dnia spędziłam w pokoju rozwiązując krzyżówki i rozmyślając nad sytuacją z Sivą. Szlag by trafił że akurat w ostanie dwa dni naszego pobytu na Malediwach zaczął padać deszcz. Razem z dziewczynami przerobiłysmy już dla Sivy opcję przyjęcia niespodzianki ,ale uznałyśmy że to bezsensowne ,bo to by mu raczej nie polepszyło humoru. Myślałyśmy też nad zabraniem Sivy na zakupy ,ale później przypomniałyśmy sobie że u mężczyzn to tak nie działa. Po jeszcze kilkunastu głupich propozycjach każda z nas zajęła się swoimi sprawami. Postanowiłyśmy że to przecież męska sprawa wiec niech chłopaki wysilą mózgownice. Ja nie mając co robić przykleiłam się na kilka dobrych godzin do krzyżówek. Alyshia czatowała na jakichś forach ,a Roksi słuchała muzyki i składała bity. Dzisiejszy dzień spędziłam bez Jaya. Musiał jechać z chłopakami do reżysera ,Glad you came' i załatwić ostatnie formalności. Seev oczywiście nie pojechał. Od wczoraj Go nie widziałam. Biedak naprawdę ma doła. Naprawdę nie wiem co dalej robić. Póki co idę spać.

- Spakowałaś się już?- Zapytał Jay.
- Poczekaj muszę jeszcze wepchnąć prostownicę- Odpowiedziałam.
- Ej ,ludzie gdzie moje skarpetki?- Wołał Nathan po całym domu.
- Kto widział moje mini Playstation?- Dopytywał się Tom.
- Komóra mi padła ma ktoś ładowarkę do nokii?- Pytała wszystkich Roksi.
W domu był taki rozgardiasz że nie dało się nie umrzeć ze śmiechu jak się na nas patrzyło. A to wszystko dlatego że dziś wracamy do Londynu. Seev dalej jest w dołku ,ale mamy już na niego pomysł.      

19.03.2014

Rozdział 12

Na wielkim telebimie tańczył Jay. Jay wraz z blondynką którą chciałam by wybrał. To o to chodziło Max'owi. Jay ustąpił. Zrobił to o co go poprosiłam. 
Biegłam ile sił w nogach. Nagle uderzyłam o coś i się przewróciłam. Ostatnie co zobaczyłam to czyjąś koszulę w kratę. Spojrzałam na osobę z którą się zderzyłam i wręcz nie wierzyłam we własne szczęście. Przed mną stał zdyszany Jay wgapiający się we mnie tępym wzrokiem.
- Jay, przepraszam!- Wrzasnęłam i rzuciłam się mu na szyję. Kędziorek wydawał się tym trochę zdziwiony ,ale odwzajemnił uścisk. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam. Jay chyba też. Szybko się od siebie odkleiliśmy. Spojrzałam w głębie niebieskich tęczówek Jaya. 
- Jay przepraszam. Przesadzałam. To moja wina że się kłóciliśmy. Jesteś teraz gwiazdą i muszę się przyzwyczaić do tego że będziesz wiele razy miał takie sesje czy teledyski i....- Nie dał mi dokończyć. Wpił się w moje usta. Już zapomniałam jaki słodki smak miały jego usta. To była jedna z najcudowniejszych chwil w czasie całego tego wyjazdu. Nie zauważyliśmy albo nie zwracaliśmy nawet uwagi na to że zaczął padać deszcz.  
- Za dużo gadasz- Powiedział Jay- Ale ja też muszę cię przeprosić. Powinienem postawić się w twojej sytuacji. Siva uświadomił mi jakim byłem kretynem- Uśmiechnęłam się do chłopaka. 
- Czyli między nami zgoda?- Zapytałam ,ale zamiast odpowiedzi otrzymałam soczystego buziaka.
- To co wracamy do domu?- Zapytał Jay patrząc w niebo. Chyba dopiero teraz zdał sobie sprawę że pada deszcz.
- Wracamy- Zatrzęsłam się z zimna. 

- O kuźwa!- Zaklęła Roksi przyglądając się mnie i Jay'owi trzymającym się za ręce. 
- Czyżby wróciły piękne dni?- Zaśmiał się Tom.
- Żebyś wiedział- Powiedział Jay i rzucił mokrą czapką w bruneta.
- Widzę że się pogodziliście- Powiedział Gary siedzący z tyłu razem z Roksi na kolanach.
- Właściwie to Siva nas pogodził- Sprostowałam go.
- Nie wiedziałem że Siva to cudotwórca. Dwójki tak skłóconych ludzi już dawno nie widziałem- Zakpił Max.
- W końcu studiuje chłopak psychologię- Powiedział Gary. 
Przez następne kilka godzin wspólnie się śmialiśmy i wspominaliśmy śmieszne historie z dzieciństwa. W końcu coś sobie przypomniałam.
- Ej, ludzie ,a gdzie jest Seev?- Zapytałam. Było mi wstyd że dopiero teraz zauważyłam że go nie ma.
- No właśnie?- Dodał Nathan. Nagle usłyszeliśmy głośny trzask drzwi od łazienki i łuku korytarza zobaczyliśmy zdenerwowanego Irlandczyka Przechodzącego do swojego pokoju. Dodam że gdy wchodził do pokoju też trzasnął drzwiami z całej siły.
- Już chyba wiemy gdzie jest- Odpowiedział sarkastycznie Tom.
- Co mu?- Zdziwiłam się- Jeszcze nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego- przyznałam.
- My też nie- Powiedzieli chórem chłopaki. 
- Może powinniśmy mu pomóc?- Zaproponowała Roksi.
- Wydaje mi się że Seev woli cierpieć w samotności- Zażartował Tom ,a po chwili oberwał poduszą w głowę.
- Uspokój się kretynie. To nie są żarty. Mojego brata coś trapi ,czuję to- Powiedziała Alyshia.
- To co robimy?- Zapytał Max.
- Wydaje mi się że powinniśmy dać mu czas. Jeśli jutro będzie tak samo to będziemy musieli zareagować- Zarządziłam- A póki co to idę się myć ,bo jest już późno ,a ja chcę jutro rano wstać-

Rano obudziłam się obok Jaya. Poszliśmy wczoraj spać razem. Czemu nie skoro i tak wszyscy już o nas wiedzą.  Tym razem to ja wstałam raniej. Wstałam i poszłam do kuchni starając się robić to jak najciszej by nie obudzić Jaya. Szybko zjadłam kanapkę z nutellą na śniadanie i wyszłam. Kierowałam się do domu Chrisa. Chciałam mu podziękować za wczorajsze rady. Trochę się spieszyłam ,bo nie chciałam by Jay zauważył że mnie nie było. Nie chciałam kusić losu o następną kłótnie. Do domku letniskowego Chrisa doszłam w piętnaście minut. Jednak gdy zapukałam nikt mi nie otworzył. Czyżby wyszli? Tak wcześnie? Może jeszcze śpią? To do nich niepodobne. Szarpnęłam za klamkę. Zamknięte. Stałam przez chwile przed drzwiami i zastanawiałam się co zrobić. Dopiero wtedy zobaczyłam róg od jakiejś karteczki wystający zza wycieraczki. Wyciągnęłam kartkę i zobaczyłam pochyłe pismo Chrisa. Zabrałam się za czytanie.

Droga Klaudio!

Wiem że pewnie przyszłaś dziś mnie odwiedzić choć pewnie przeceniam swoje możliwości przyjacielskie.
Niestety muszę cię rozczarować.
Wczoraj w nocy nasz ojciec ( To jest mój, Johna i Ryana) dostał ataku serca.
Z samego rana odlecieliśmy do Ameryki pierwszym wolnym samolotem.
Przykro mi z powodu tego że nawet się z tobą nie pożegnałem ,ale nie mieliśmy na to czasu. 
Ale obiecuję że kiedyś cię do siebie zaproszę.
Może nawet niedługo na ślub Ryana i Jen ;)
Pozdrawiamy cię ja i moi bracia ,a od dziewczyn masz buziaki i życzenia powodzenia Jayem.
To chyba ten o którym gadaliśmy wczoraj wieczorem. 
Jeszcze raz pozdrawiam i żegnam.
Chris

Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Nawet się z nim nie pożegnałam. Ani z dziewczynami. To byli naprawdę dobrzy przyjaciele. Życie jednak nie pozwoliło mi się tym długo przejmować. Z tylnej kieszeni spodni usłyszałam dźwięk mojej ulubionej piosenki, Beyonce Sweet Dreams. Ktoś dzwoni. Spojrzałam na wyświetlacz , to Jay.
- Co jest?- Odebrałam.
- Nie wiem gdzie jesteś ,ale wracaj szybko. Mamy problem- Powiedział ,a ja zaczęłam się bać.
- Co się stało?- Zapytałam już ruszając w stronę domu.
- Już wiemy co jest Sivie- Odpowiedział i rozłączył się.   

    
 
  



Rozdział 11

Przez kolejne pięć dni nie działo się nic. Czułam w sobie kompletną pustkę. Co tu dużo mówić. Znów nieszczęśliwie się zakochałam. Ileż razy można mieć pecha w miłości? Widać tego mi bóg nie szczędzi. Wiele razy chodziłam do chłopaków. To jest Chrisa, Ryana i Johna i może mało ,ale trochę mi to pomagało. Zawsze byli tacy zabawni że trudno było być przy nich smutnym. Dużo pomagały mi też Roksi i Alyshia które od razu wyniuchały o co chodzi. Dziś był dzień premiery teledysku. Mimo słów Maxa nie miałam zamiaru go oglądać. Utknęłam w martwym punkcie. Zresztą tak samo jak Jay. Ja musiałam przechodzić przez najgorsze wakacje mojego życia mieszkając pod jednym dachem z tym palantem ,a on musiał znosić to że jestem tu i to jeszcze do tego na jego życzenie i będę musiała zostać do samego końca. W tym sporze Gary był Szwajcarią. Starał się być neutralny ,ale co jakiś czas podejmował słabe próby pogodzenia nas.
Chcąc być jak najdalej od wszelkich komputerów i telewizorów które mogłyby dziś wyemitować teledysk chłopaków umówiłam się z Chrisem i jego braćmi na plażę. Miały być też dziewczyny Ryana i Johna. Jennifer i Kate. Poznałam je dwa dni temu i od razu polubiłam. Były dla mnie bardzo miłe i jak nikt rozumiały teraz moją sytuację związaną z Jayem. Chociaż przyznam że był też minus. Dziewczyny zawodowo grały w siatkę dlatego czułam się przy nich jeszcze gorsza. Ale to niezbyt ważny szczegół.
Szłam własnie oświetlona przez słońce drużką w tych moich genialnych zsuwających się ze stóp japonkach i rozmyślałam nad słowami Maxa. Nie chciał mi niczego więcej zdradzić. W połowie drogi usłyszałam za sobą czyjeś śmiechy i kroki. Po chwili Jennifer i Kate zrównały się ze mną.
- Jak tam młoda?- Zapytała Kate. Z całego towarzystwa byłam najmłodsza. Nie znosiłam określenia młoda albo mała jak zwykli mnie nazywać. Już wiem jak w zespole czuje się Nate.
- Nic specjalnego. Dalej tak samo chujowo- Odpowiedziałam. Na co dzień starałam się nie przeklinać ,ale tej sytuacji nie dało się inaczej nazwać.
- Na pewno nie jest aż tak źle- Pocieszyła mnie Jennifer z tym jej nieznikającym bananem na twarzy.
- Chcesz się przekonać?- Zaśmiałam się. Starałam się przynajmniej nie zachowywać się jak przymulona tylko jak to się mówi? Cierpieć w środku- A chłopaki gdzie?- Zapytałam.
- Już na plaży. Nie chciało im się na nas czekać. Bo wiesz, my musimy jakoś wyglądać- Odrzekła Jen. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Faceci- Prychnęłam.
Po kilku chwilach z ogromnymi uśmiechami na twarzy doszłyśmy do chłopaków. Już się rozgrzewali przy siatce. Jęknęłam cicho. Znów chcą grać w siatę.
- No doszył wreszcie, mimozy!- Zakpił John na wstępie.
- Bardzo śmieszne. Ty żeby wyglądać tak jak my musiałbyś przygotowywać się z tydzień- Odpyskowała mu Kate. Jego dziewczyna.
- Bardzo śmieszne- Skwitował John- Dzielimy składy!- Zawołał.

- No meczyk był niezły- Przyznał Chris dając mi sójkę w bok. Dałam z siebie dziś wszystko. Sama nie wiem dlaczego akurat na tym meczu się tak starałam. Może dlatego żeby zapomnieć o teledysku. W każdym razie i tak dużo nie pomogłam.
Siedzieliśmy w szóstkę na ławkach pod parasolem i z zapałem piliśmy zimne napoje. Mecz był wyjątkowo długi więc wszyscy byliśmy już mocno zmęczeni. Wtedy stało się coś czego nikt się nie spodziewał. Z pobliskiej sceny dobiegł nas dobrze znany nam głos.
- Próba mikrofonu- Nikt z nas nawet nie zauważył że Ryana nie ma ,a teraz stał na scenie i chyba chciał coś oznajmić.
- Chciałbym zapytać się o coś bardzo ważnego osobę która jest moim największym skarbem- Zaczął i razem z mikrofonem zszedł ze sceny i zaczął iść w naszą stronę. Wokół sceny zebrało się już sporo gapiów więc przejście przez nich wszystkich zajęło mu trochę czasu. Doszedł do nas i stanął naprzeciwko Jen. Po chwili uklęknął. Chyba domyślam się co ma zamiar zrobić.
- Jennifer, wyjdziesz za mnie?- Zapytał wyciągając w stronę Jen małe pudełeczko z pierścionkiem. Na policzki Jen spłynęły dwie łzy szczęścia i wzruszenia.
- Tak!- Odpowiedziała i założyła pierścionek po czym rzuciła się Ryanowi na szyje.

Było już sporo po dziewiętnastej ,a o tej godzinie obiecałam sobie wrócić do domu. Ale cały czas byłam na plaży. No cóż to chyba specjalna okazja, nie? Stałam z drinkiem nad oceanem i myślałam o Ryanie i Jen. Niektórym to się udaje. Aż trudno uwierzyć. Po chwili zauważyłam że podszedł do mnie Chris.
- Sądzisz  że jest wart tego byś tyle o nim myślała?- Zapytał. Poczułam się zbita z tropu. Chrisowi o Jayu i nic nie mówiłam.
- Nie. Raczej nie- Odpowiedziałam.
- W takim razie zakończ to- Podpowiedział.
- To nie takie proste- Odpowiedziałam.
- Miewałem już takie sytuację i mogę ci podpowiedzieć co zrobić. Przemyśl sobie wszystkie wasze wspólnie spędzone chwile i przekalkuluj czy było ci dobrze. Spróbuj też znaleźć przyczynę waszego kryzysu i wtedy znajdziesz odpowiedź- Powiedział i odszedł do braci.
Długo zastanawiałam się nad jego słowami. Siedziałam na piasku i rozmyślałam chyba z godzinę. Wtedy mnie olśniło. Wstałam i najszybciej jak mogłam pobiegłam w kierunku domu. Prawie połamałam przy tym nogi ,ale cel był ważniejszy. Kilkaset metrów przed domem z pobliskich telebimów doszła mnie dobrze znana mi piosenka. ,So i glad you came'. Spojrzałam się w tamtą stronę i wtedy zobaczyłam teledysk ,a w nim Jego. Już wiedziałam o co chodziło Maxowi. Zerwałam się w jeszcze szybszym tempie w kierunku domu.